Dolar pod ścianą, rupia na kolanach, a złoty ze spokojem

Głównym bohaterem tygodnia nie była żadna konkretna waluta, tylko oczekiwania na grudniową obniżkę stóp przez Fed. Słabnący dolar otworzył przestrzeń do odbicia dla: EUR, GBP, CAD, AUD, NZD, CNH, SEK, NOK, a także części EM, zwłaszcza ZAR i MXN.

Z drugiej strony niektóre waluty mimo słabego dolara cierpiały z powodu lokalnych historii:
– INR rekordowe minima przez napięcia handlowe z USA i odpływ kapitału,
– TRY  trwałe problemy strukturalne,
– część walut, które są ofiarami własnej polityki fiskalnej lub monetarnej.

PLN w tym wszystkim wypada zaskakująco neutralnie – ani bohater, ani ofiara. To może być plus dla kogoś, kto handluje na parach typu EUR/PLN czy USD/PLN i woli wykorzystywać ruchy globalne niż liczyć na lokalne.

Dolar amerykański – USD

Dolar był w tym tygodniu w defensywie. Rynek niemal jednogłośnie zakłada, że Fed 10 grudnia obetnie stopy o 25 punktów bazowych, a jeszcze tydzień temu szanse takiego ruchu były znacznie niższe. To efekt słabszych danych z USA: gorsze sprzedaże detaliczne, łagodniejsza inflacja PPI i nieco słabsza kondycja konsumentów. Wszystko to sprawia, że inwestorzy mówią: „OK, Fed zrobi krok w tył”.

Kiedy rynek zaczyna liczyć na niższe stopy w USA, rentowności obligacji spadają, a dolar staje się mniej atrakcyjny w porównaniu z walutami, gdzie stopy pozostają relatywnie wyższe (np. część Europy, niektóre EM). W efekcie indeks dolara zanotował najgorszy tydzień od czterech miesięcy, mimo lekkiego odbicia w piątek.

W praktyce dla tradera oznaczało to, że pary typu EUR/USD, GBP/USD, AUD/USD były raczej „grane na słabszego dolara”, a na EM (rynki wschodzące, np: INR, ZAR, MXN) słabszy dolar trochę łagodził presję, ale miejscowe problemy były silniejsze niż sama zmiana nastroju wokół USD.
Podsumowując: trend krótkoterminowy – słabszy USD, ale przy końcówce tygodnia widać już próbę odbicia. Inaczej mówiąc oznacza to bardziej selektywne podejście: już nie „kupuj dolara na wszystko”, tylko szukaj miejsc, gdzie lokalna waluta ma swoje kłopoty większe niż amerykańska.

Euro – EUR

Euro nie wystrzeliło w kosmos, ale konsekwentnie korzysta ze słabszego dolara. Para EUR/USD kręci się w okolicach 1,16, a rynek mówi coraz głośniej o tym, że cykl obniżek w strefie euro jest „w zasadzie skończony”, podczas gdy w USA dopiero się na dobre zaczyna.

Kluczowe są tu dwa elementy:

Inflacja w strefie euro – dane z głównych krajów (Niemcy, Francja, Hiszpania) nie pokazują ani wybuchu inflacji, ani twardej deflacji. Inflacja kręci się blisko 2% celu EBC, co pozwala bankowi centralnemu przyjąć postawę „zaczekamy i zobaczymy”, bez nerwowych ruchów.
Oczekiwania rynkowe – prawdopodobieństwo kolejnej szybkiej obniżki stóp w strefie euro jest niskie. W porównaniu z USA to oznacza relatywnie „stabilną” walutę.
Skoro stopy w USA mają spadać, a w Eurolandzie raczej zostaną jak są, to część kapitału mówi: „wolę trzymać się euro, bo różnica procentowa robi się mniej niekorzystna”. To wspiera EUR, ale bez fajerwerków – raczej spokojne umacnianie niż rakieta.

Na poziomie gospodarki: giełdy w Europie mają za sobą kolejny dobry miesiąc, m.in. dzięki nadziejom na cięcie stóp w USA i delikatnej poprawie nastrojów wokół wojny w Ukrainie.
Dla nas to oznacza, że EUR pozostaje walutą „bezpiecznego środka”: ani turbo-silne, ani panikujące – ale z potencjałem do dalszych wzrostów wobec dolara, jeśli Fed faktycznie ruszy ze stopami w dół, a dane z Eurolandu nie zawiodą.

Jen japoński – JPY

Jen pozostaje słaby, ale już nie bezbronny. USD/JPY kręci się w okolicach 156 za dolara, czyli nadal bardzo wysoko, jednak w tym tygodniu rynek zaczął wyraźnie bać się interwencji Japonii na rynku walutowym oraz możliwej podwyżki stóp przez BoJ.

Co się wydarzyło?

Dane o inflacji z Tokio pokazały wzrost cen ok. 2,8%, czyli sporo jak na Japonię.
Politycy i bank centralny zaczęli coraz głośniej mówić, że rozważają ruch w górę stóp – być może już w grudniu.
Minister finansów ponownie przypomniał, że Japonia jest gotowa do interwencji (czyli sprzedaży dolarów i kupna jena), jeśli kurs wymknie się spod kontroli.
Dla rynku, który przez lata traktował jena jako „walutę do finansowania carry trade” (tanio pożyczasz w JPY, kupujesz wyżej oprocentowane aktywa), to sygnał ostrzegawczy. Jeśli BoJ podniesie stopy lub wkroczy na rynek, może dojść do gwałtownego umocnienia jena – typowe „short squeeze”.

Na razie jednak jen jest nadal słaby historycznie, a każdy spadek USD/JPY jest kupowany przez tych, którzy wciąż wierzą, że różnica stóp między USA a Japonią pozostanie duża. Dla tradera oznacza to parę z potencjałem na niespodziewane, bardzo ostre ruchy, zwłaszcza jeśli pojawi się realna interwencja.

Funt brytyjski – GBP

Funt miał świetny tydzień. W relacji do dolara jest na drodze do najlepszego tygodnia od ponad trzech miesięcy. Główna historia to budżet nowego rządu oraz ulga, że finanse publiczne nie zostały „wysadzone w powietrze”.

Co rynek zobaczył w budżecie?

Wyższe podatki (ok. 26 mld GBP), ale rozłożone w sposób, który nie wygląda jak „szaleństwo fiskalne”.
Większe wydatki socjalne, ale w granicach, które inwestorzy jeszcze akceptują.

W efekcie:

Obawy o wystrzał zadłużenia nieco spadły.
Rentowności brytyjskich obligacji nie poszły w górę tak mocno, jak wielu się bało.
Funt odegrał część wcześniejszych strat wobec dolara i euro.
Z drugiej strony Bank Anglii jest coraz bliżej wznowienia cięć stóp – ostatnia decyzja była 5-4 na rzecz utrzymania poziomu, czyli jeden głos od obniżki. Rynek wie, że w 2025 roku funt raczej nie będzie walutą z rosnącymi stopami, ale na tle słabnącego dolara i uspokojonej polityki fiskalnej w UK wygląda całkiem przyzwoicie.

Dla handlującego GBP/USD to w tym momencie historia „relief rally” – odbicia po serii złych wieści. Dalej wiele będzie zależeć od tego, jak szybko BoE zacznie ciąć i jak rynek oceni realną skuteczność budżetu w poprawie perspektyw gospodarczych.

Dolar australijski – AUD

Aussie spędził tydzień w trybie sinusoidy: z jednej strony pomagał mu słabszy USD oraz odbicie na rynkach akcji i surowców, z drugiej – rynek wciąż boi się o dane z Australii, zwłaszcza inflację.

Na parze AUD/USD widzieliśmy:
– spadek w okolice 0,642-0,645 – to poziomy najniższe od sierpnia;
– później odbicie wraz z poprawą globalnego apetytu na ryzyko i nadziejami na łagodniejszego Fed.

Dla gospodarki Australii kluczowe są dwa czynniki:

Rynek surowców – szczególnie rudy żelaza i złota. Złoto w AUD pozostaje wysoko, co wspiera lokalnych producentów i poprawia bilans handlowy.
RBA i inflacja – bank centralny pozostaje ostrożny, ale nie tak „gołębi” jak wcześniej. Rynek spekuluje, czy inflacja pozwoli na przerwę w podwyżkach, czy jeszcze jeden ruch w górę.
Dla inwestora AUD pozostaje typową walutą ryzyka – zyskuje, gdy rynki są w dobrym nastroju i wierzą w miękkie lądowanie globalnej gospodarki; traci, gdy sentyment się psuje. W tym tygodniu bilans wyszedł nieco na plus dla Aussie, głównie dzięki słabszemu dolarowi USA.

Dolar nowozelandzki – NZD

Nowozelandczyk był w tym tygodniu jednym z najmocniejszych graczy w G10. Co ciekawe, tydzień kończy lekkim cofnięciem wobec USD, ale to po najmocniejszym tygodniowym rajdzie od końca kwietnia.

Katalizatorem były oczekiwania na posiedzenie RBNZ: rynek liczył na cięcie, ale jednocześnie na wyraźny sygnał, że to już koniec luzowania. To „zamknięcie drzwi” przed kolejnymi obniżkami jest dla waluty pozytywne – kapitał lubi stabilność i perspektywę, że realne stopy pozostaną atrakcyjne.

Dodatkowo NZD zyskuje, gdy poprawia się globalny apetyt na ryzyko i rosną ceny surowców rolnych czy mleczarskich (ważne dla Nowej Zelandii). Połączenie tych czynników z osłabieniem dolara dało mieszankę, która wyniosła NZD w górę względem USD i części innych walut.

Wyobraź sobie, że inwestor ma wybór – trzymać pieniądze w USA, gdzie stopy będą spadać, czy w Nowej Zelandii, gdzie bank centralny mówi „spokojnie, dalej nie tniemy”. Naturalnym odruchem jest większa sympatja do NZD, więc popyt na tę walutę rośnie.

Dolar kanadyjski – CAD

Loonie miał tydzień pełen pozytywnych niespodzianek. Po pierwsze, dane o rachunku bieżącym pokazały znacznie mniejszy deficyt niż oczekiwano (ok. 9,7 mld CAD vs 16,5 mld oczekiwań).
Po drugie, PKB za trzeci kwartał zaskoczył mocno w górę – wzrost 2,6% annualizowany, podczas gdy rynek spodziewał się zaledwie 0,5%.

Efekt? Dolar kanadyjski umocnił się do 8-dniowego maksimum wobec dolara USA (ok. 1,4030 na USD/CAD).
Rynek zaczął się zastanawiać, czy Bank Kanady będzie w ogóle musiał tak agresywnie ciąć stopy, jak wcześniej wyceniano.
Jednocześnie pomagały wyższe ceny ropy, bo Kanada jest istotnym eksporterem surowców energetycznych.

Technicznie USD/CAD wciąż siedzi w szerokim, listopadowym przedziale 1,40-1,41, ale z lekką przewagą scenariusza, że przy kolejnym słabszym dolarze USA para może schodzić niżej.

CAD znów udowadnia, że jest silnie skorelowany z realną gospodarką – jeśli rośnie eksport (ropa, przemysł), a dane makro zaskakują na plus, waluta potrafi zachować się lepiej, niż sugerowałby sam globalny klimat.

Juan chiński – CNY, offshore CNH

Offshore’owy juan (CNH) miał bardzo udany miesiąc i dobry tydzień. Kurs spadł poniżej 7,10 za dolara, a w pewnym momencie przebił 7,07 – to najmocniejszy poziom od około 13 miesięcy.

Co stoi za wzmocnieniem juana?

Silne ustawienie kursu referencyjnego przez PBoC – bank centralny codziennie wyznacza tzw. midpoint i utrzymuje go zdecydowanie mocniejszego, niż sugerowałby wolny rynek.
Końcówka roku – firmy zwiększają popyt na juana, żeby regulować zobowiązania i bilanse.
Słabszy dolar i nadzieje, że USA-Chiny nie eskalują napięć handlowych ponad to, co już jest.
Dla przeciętnego obserwatora to sygnał, że Chiny nie chcą słabego juana za wszelką cenę. Zbyt słaba waluta oznaczałaby odpływ kapitału i ryzyko, że partnerzy handlowi zaczną oskarżać Pekin o „konkurencję kursową”.

Dla rynku para USD/CNH stała się w tym tygodniu barometrem wiary w cięcie stóp w USA. Im większe szanse na cięcie przez Fed, tym łatwiej juanowi rosnąć. Jeśli Fed faktycznie zetnie stopy, a PBoC utrzyma silny midpoint, scenariusz dalszego umiarkowanego umocnienia CNH pozostaje na stole.

Frank szwajcarski – CHF

Frank w tym tygodniu nie miał dramatycznych ruchów, ale jest ciekawy z dwóch powodów:

USD/CHF zszedł do 0,80-0,81, co oznacza, że dolar osłabia się także względem bezpiecznej przystani jaką jest CHF.
Jednocześnie frank delikatnie osłabia się wobec euro, bo SNB utrzymuje stopy niżej niż EBC, a rynek oczekuje, że ta różnica się utrzyma lub nawet poszerzy na niekorzyść CHF.
Inwestorzy, którzy trzymali franka jako „tarczę” przeciwko ryzyku, zaczynają powoli się zastanawiać, czy nie przerzucić części środków np. do strefy euro, gdzie rentowności obligacji są atrakcyjniejsze, a ryzyko polityczne w tej chwili wygląda podobnie.

Nie zmienia to faktu, że CHF pozostaje klasyczną bezpieczną przystanią: jeśli coś pójdzie bardzo źle (np. nowe napięcia geopolityczne, ostre tąpnięcie na giełdach), kapitał nadal będzie uciekał do franka. W tym tygodniu jednak dominował scenariusz „umiarkowanego optymizmu”, co ograniczało napływ do CHF.

Dla pary EUR/CHF oznacza to delikatne przesunięcie na korzyść euro. Dla Ciebie: jeśli grasz średnioterminowo, frank wydaje się teraz bardziej walutą do reagowania na panikę rynkową, niż do spokojnego trzymania „bo zawsze rośnie”.

Korona norweska – NOK

NOK zwykle bywa „dramatyczna”, ale akurat w tym tygodniu miała bardziej stonowane ruchy. W relacji do euro korona lekko się umocniła – kurs NOK/EUR wzrósł w okolice 0,085, co oznacza wzrost o ok. 0,7% od początku tygodnia.

Powody są dość klasyczne:

Delikatne odbicie cen ropy – to zawsze plus dla gospodarki Norwegii.
Poprawa globalnego sentymentu i wiara w cięcie stóp w USA, co wspiera waluty surowcowe.
Z drugiej strony NOK pozostaje walutą dość płytką i wrażliwą na ryzyko – BIS zwraca uwagę, że dzienne obroty są niższe niż w wielu walutach EM, więc przy większym stresie rynek potrafi szarpnąć kursem bardziej niż logika by sugerowała.

NOK jest ciekawą walutą dla tych, którzy lubią połączenie ropy + risk-on/risk-off. W tygodniach takich jak ten – z lepszym nastrojem i słabszym dolarem – korona ma tendencję do spokojnego umacniania. Ale trzeba pamiętać, że w razie zwrotu sentymentu potrafi bardzo szybko oddać zyski.

Korona szwedzka – SEK

SEK w tym tygodniu powoli, ale konsekwentnie się umacniała wobec euro – kurs SEK/EUR wzrósł o ok. 0,45% w skali tygodnia.

Na walutę działają trzy główne siły:

Oczekiwania wobec Riksbanku – bank centralny jest ostrożny, ale nie chce dopuścić do kolejnej fali słabości SEK, która podbijałaby inflację importowaną.
Ogólny klimat w Europie Północnej – stabilna sytuacja fiskalna i brak dużych skandali politycznych sprawiają, że kapitał patrzy na Skandynawię przychylniej.
Globalny risk-on – kiedy rynek wierzy w miękkie lądowanie i obniżki stóp w USA, kapitał jest bardziej skłonny wejść w mniejsze waluty rozwinięte, takie jak SEK.
Dla Ciebie ważne jest to, że SEK w dłuższym terminie bywa jedną z najbardziej niedoszacowanych walut G10 – w 2025 roku to właśnie korona szwedzka była wśród najsilniej odbijających walut europejskich.
Ten tydzień to raczej kontynuacja trendu „powolnego odrabiania strat”, a nie nagły zwrot.

Rupia indyjska – INR

Tu działo się naprawdę dużo. Rupia w tym tygodniu testowała i biła historyczne minima – kurs USD/INR dotknął okolic 89,49, co jest nowym rekordem słabości waluty.

Przyczyny:

Nerwy wokół umowy handlowej USA-Indie – oczekiwano przełomu do jesieni, ale go nie ma, a wcześniejsze cła USA na indyjskie produkty wciąż bolą eksporterów.
Odpływ kapitału portfelowego – zagraniczni inwestorzy redukują pozycje w obligacjach i akcjach Indii, realizując zyski po świetnym roku na tamtejszej giełdzie.
Słabsza aktywność banku centralnego na kluczowym poziomie 88,80 – RBI długo bronił tego kursu, po czym pozwolił rupi wypaść niżej, interweniując dopiero pod 89,50.
RBI nadal próbuje hamować osłabienie – przez banki państwowe sprzedaje dolary i kupuje rupie, co widać po skokach zmienności i danych o rezerwach. Ale rynek wyraźnie testuje, na ile bank centralny ma ochotę i amunicję, by walczyć z trendem.

Dla Indii słaba rupia oznacza droższy import (ropa, komponenty), wyższe ryzyko inflacyjne i presję na firmy zadłużone w dolarze. Dla inwestora Forex to waluta z ogromnym potencjałem ruchu, ale też znacznie większym ryzykiem interwencji i nagłych zwrotów.

Peso meksykańskie – MXN

Peso miało tydzień względnie spokojny, ale w szerszym obrazie wciąż należy do najsilniejszych walut EM 2025 roku. Kurs USD/MXN wahał się w tym tygodniu w rejonie 18,33-18,53, lekko schodząc w dół – to oznacza umocnienie peso o ok. 0,6% w tydzień.

Rynek widzi w Meksyku:

– korzyści z nearshoringu – przenoszenia części produkcji z Azji do Ameryki Północnej,
– relatywnie wysokie stopy procentowe, które czynią MXN atrakcyjnym dla strategii carry trade,
– mimo napięć politycznych, nadal stabilniejsze otoczenie niż w wielu innych krajach regionu.
Dla pary USD/MXN kluczowe jest to, że dolar globalnie słabł, a Fed zmierza w stronę obniżki, podczas gdy Banco de México jest zdecydowanie bardziej ostrożny z cięciami.

Peso w tym tygodniu nie było „gwiazdą medialną”, ale utrzymało status jednej z ulubionych walut EM – względnie stabilnej, z przyzwoitym oprocentowaniem i ekspozycją na gospodarkę USA. Przy nagłych zwrotach sentymentu MXN oczywiście też cierpi, ale w tym tygodniu korzystał z ogólnego klimatu łagodniejszego dolara.

Złoty polski – PLN

Na tle tego całego zamieszania złoty prezentował się zaskakująco stabilnie.

EUR/PLN kręci się w okolicach 4,23-4,24, z minimalnym ruchem w ciągu tygodnia.
USD/PLN spadł lekko w okolice 3,65-3,67, odzwierciedlając globalne osłabienie dolara.
Z danych: średnie kursy NBP z 24 listopada potwierdzają brak większych szoków – złoty utrzymuje się w pobliżu poziomów z poprzednich tygodni.

Dlaczego PLN jest spokojny, skoro EM generalnie są bardziej nerwowe?

Polityka pieniężna NBP po wcześniejszych obniżkach jest teraz wyraźnie bardziej ostrożna – rynek nie widzi w krótkim terminie przestrzeni na agresywne cięcia.
Sytuacja fiskalna i polityczna jest oczywiście komentowana, ale nie ma jednego wydarzenia, które pchałoby inwestorów do panicznej wyprzedaży złotego.
Słabszy dolar globalnie działa na korzyść PLN, lekko poprawiając kurs USD/PLN, nawet jeśli wobec euro ruch jest mniejszy.

A dla każdego miłośnika rynków walut złoty w tym tygodniu pełni rolę waluty „kotwicy regionalnej”: spokojniejszej niż forint czy korona czeska w poprzednich burzliwych okresach. Dla strategii krótkoterminowych oznacza to mniejszy potencjał spektakularnych ruchów, ale też niższe ryzyko „odstrzelenia” na pojedynczych świecach.

Jeśli potrzebujesz kupić lub sprzedać waluty zapraszamy do naszego kantoru w Bydgoszczy. Mamy aż 32 waluty w super cenach!

Kantor Cent Bydgoszcz ul. Dworcowa 39
róg ul. Dworcowej i Marcinkowskiego

Tel. 52 349 38 78

Tel. 52 551 31 94

Kom. 512 381 696


Data publikacji 28 listopada 2025