Mniej strachu, więcej odwagi – jak słabszy dolar otworzył drzwi dla złotego i rynków wschodzących
Ten tydzień na rynku walut upłynął pod znakiem miękkiego dolara, poprawy nastrojów wobec rynków wschodzących oraz ważnej decyzji banku centralnego Indii. Dolar lekko osłabł, euro i funt to wykorzystały, jen zaczął odzyskiwać oddech dzięki zapowiedziom możliwych podwyżek stóp w Japonii, a waluty surowcowe (CAD, AUD, NZD) spokojnie korzystały z lepszego sentymentu.
Dla nas ważne jest, że złoty w tym tygodniu się umacniał, szczególnie wobec dolara, pozostając wciąż mocny także wobec euro. To układ sprzyjający importerom i osobom spłacającym kredyty w walutach, trochę mniej – eksporterom.
Waluty rynków wschodzących – takie jak INR, MXN, ZAR czy w pewnym stopniu TRY – ogólnie miały wiatr w plecy, bo rynek coraz odważniej gra scenariusz łagodniejszego Fed i braku ostrej globalnej recesji.
Krótko mówiąc: to był tydzień, w którym rynek walutowy przesuwał się małymi krokami w stronę „więcej ryzyka, mniej dolara”, a nie w stronę paniki i ucieczki do bezpiecznych przystani.

Dolar amerykański (USD)
Dolar był w tym tygodniu raczej w defensywie. Indeks dolara (DXY), który pokazuje siłę USD wobec koszyka głównych walut, zszedł w okolice 98,9 i jest niżej niż miesiąc temu. To nie jest krach, raczej powolne uchodzenie powietrza z balonika, bo rynek coraz mocniej gra pod obniżkę stóp Fed już w grudniu lub na początku 2026 r.
Na parze EUR/USD widać lekką przewagę euro – kurs w ostatnim tygodniu cofnął się dla dolara o ok. 0,5-0,6%, tzn. za tego samego dolara dostajesz trochę mniej euro niż tydzień temu. To klasyczny obrazek: gdy inwestorzy zaczynają liczyć na łagodniejszy Fed, dolar przestaje być królem bez konkurencji i część kapitału odpływa w stronę innych walut oraz rynków wschodzących.
Fundamentalnie gospodarka USA nadal jest relatywnie mocna, ale dane o inflacji i aktywności przemysłowej są na tyle „miękkie”, że Fed może sobie pozwolić na luzowanie. Rynek już to wycenia, stąd słabszy USD. Do tego dochodzi w tle temat ceł i napięć handlowych wprowadzanych przez administrację Trumpa, które podbijają niepewność i część inwestorów woli rozproszyć ryzyko także poza dolara.
Dla przeciętnego obserwatora oznacza to tyle, że dolar w tym tygodniu nie był „bezpieczną przystanią za wszelką cenę”. Niektóre waluty rynków wschodzących, w tym PLN, mogły pozwolić sobie na małe umocnienie, a na parze EUR/USD znów wrócił temat „świątecznej” sezonowej słabości dolara, która statystycznie bywa widoczna w grudniu.
Euro (EUR)
Euro miało całkiem udany tydzień. W relacji do dolara zyski nie są spektakularne, ale widać lekką, konsekwentną poprawę – wspieraną tym, że grudzień historycznie bywa najbardziej sprzyjającym miesiącem dla EUR/USD, a rynek ID-owo gra pod to, że Fed zetnie stopy szybciej niż Europejski Bank Centralny.
Od strony gospodarczej strefa euro nadal nie błyszczy – wzrost jest niski, a część gospodarek (jak Niemcy) balansuje na granicy recesji. Mimo to inflacja stopniowo schodzi, co paradoksalnie w krótkim terminie pomaga euro: rynek zakłada, że EBC będzie mniej agresywny w cięciu stóp niż Fed, bo i tak już ma stopę niżej, a nie chce nadmiernie osłabić waluty.
Euro korzysta też z ogólnego poprawienia sentymentu do ryzyka globalnego. Kiedy indeksy akcji trzymają się nieźle, a inwestorzy liczą, że recesja w USA nie będzie głęboka, część kapitału odważa się wychodzić z dolara w stronę innych walut, a euro jest pierwszym beneficjentem – to największa alternatywa dla USD.
Ciekawostka bardziej „w tle”, ale ważna: EBC w swoich publikacjach podkreśla, że rola euro jako waluty międzynarodowej jest stabilna – około 19% udziału w rezerwach, fakturach handlowych itd. To pokazuje, że mimo wszystkich problemów polityczno-gospodarczych strefy euro, inwestorzy instytucjonalni nadal traktują wspólną walutę jako kluczowy filar systemu finansowego.
Podsumowując – w tym tygodniu euro nie „szalało”, ale konsekwentnie wykorzystywało słabszego dolara i lepszy globalny nastrój. Dla zwykłego uczestnika rynku oznacza to delikatnie droższe euro względem USD i części walut naszego regionu, przy nadal dość spokojnych ruchach dziennych.
Funt brytyjski (GBP)
Funt w tym tygodniu grał w rytmie „umiarkowanego optymizmu”. Z jednej strony nadal ciąży mu słabszy wzrost gospodarczy w Wielkiej Brytanii i dość wysoka, choć opadająca inflacja. Z drugiej – Bank Anglii wciąż trzyma stopy na poziomie, który jest dla wielu walut „wyśrubowany”, co daje funtowi solidne wsparcie od strony odsetek.
Na parze GBP/USD widać było lekką przewagę funta, idącą w parze z ogólną słabością dolara. Inwestorzy z jednej strony wyceniają, że BoE w perspektywie 2026 r. będzie musiał ciąć stopy, ale na tle Fedu może robić to wolniej. Funt korzysta też na tym, że w ostatnich dniach rynki akcji w Europie i UK zachowywały się całkiem dzielnie, a awersja do ryzyka była ograniczona.
Ciekawy jest kontekst fiskalny – rząd brytyjski stoi przed koniecznością trzymania w ryzach długu publicznego po latach pandemicznych wydatków i szoku energetycznego. Każdy sygnał „odpowiedzialności fiskalnej” rynek walutowy nagradza spokojem, a każde luźne pomysły budżetowe – osłabieniem funta. W tym tygodniu nie było szczególnych fajerwerków, co oznaczało raczej stabilizację niż dramatyczne ruchy.
W relacji do euro funt poruszał się w wąskim przedziale – ani euro, ani funt nie miały na tyle mocnych argumentów, żeby mocno zdominować drugą stronę. Dla zwykłego inwestora można to streścić tak: GBP w tym tygodniu był delikatnie mocniejszy wobec dolara, w miarę stabilny wobec euro i pozostawał walutą o stosunkowo wysokiej stopie procentowej, co ciągle przyciąga część kapitału spekulacyjnego.
Jen japoński (JPY)
Jen zrobił w tym tygodniu krok w stronę umocnienia – nie jakiś spektakularny, ale zauważalny na tle poprzednich miesięcy słabości. Główny powód to sygnały z Banku Japonii, a konkretnie wypowiedzi prezesa Uedy, który zasugerował możliwość podwyżki stóp procentowych, jeśli dane gospodarcze i inflacyjne będą to uzasadniać.
Dla rynku to duża sprawa. Japonia przez lata była synonimem „wiecznie zerowych stóp”, a jen walutą finansującą carry trade – czyli pożyczamy tanie jeny, kupujemy wyżej oprocentowane waluty. Sama perspektywa, że ten schemat się kiedyś skończy, sprawia, że część inwestorów zaczyna spłacać takie pozycje, co powoduje popyt na JPY i jego umocnienie.
Na parze USD/JPY widać było cofnięcie z wyższych poziomów, co wpisuje się w szerszą historię słabnącego dolara i rosnących oczekiwań na ruch BoJ.JPMorgan+1 Jednocześnie japońska gospodarka nie jest w idealnej formie – eksport cierpi, gdy jen się umacnia, ale z drugiej strony gospodarstwa domowe mają dosyć wysokich cen importowanych surowców. BoJ próbuje więc przejść z ery ultra-taniego pieniądza do bardziej „normalnej” polityki, nie wywołując szoku.
Dla kogoś, kto po prostu patrzy na wykres, w tym tygodniu jen był przykładem waluty, która zaczyna „oddychać” po latach ekstremalnej słabości. Ruch nie jest jeszcze duży, ale jeśli kolejne wypowiedzi BoJ potwierdzą gotowość do podwyżek, JPY może stać się jedną z ciekawszych historii na FX na 2026 r.
Frank szwajcarski (CHF)
Frank tradycyjnie gra rolę „bezpiecznej przystani” i w tym tygodniu też zachowywał się spokojnie. Nie mieliśmy dużych szoków geopolitycznych ani gwałtownych ruchów na giełdach, więc popyt na CHF jako walutę ucieczki przed ryzykiem był umiarkowany.
Szwajcarski Bank Narodowy po wcześniejszych podwyżkach stóp znajduje się w sytuacji, w której musi pilnować, żeby nie „przydusić” gospodarki, a jednocześnie nie sprowokować zbyt mocnego osłabienia franka. Inflacja w Szwajcarii jest niższa niż w większości Europy, co pozwala na bardziej spokojną politykę.
W relacji do euro frank poruszał się w dość wąskim przedziale. Wobec dolara – lekko się umacniał, korzystając z ogólnej słabości USD.oanda.com+1 Dla przeciętnego inwestora oznacza to mniej więcej tyle, że CHF nadal pełni funkcję „walutowego sejfu”: nie ma wielkich zysków, ale też mało kto liczy na spektakularne spadki wartości franka.
Od strony gospodarczej ważne są eksport i sektor finansowy. Zbyt mocny frank szkodzi eksporterom, dlatego SNB zazwyczaj stara się, by umocnienie było raczej powolne niż gwałtowne. W tym tygodniu ten scenariusz się realizował: spokojne notowania, brak dramatów, umiarkowane zyski wobec dolara i stabilność wobec euro.
Dolar kanadyjski (CAD)
Dolar kanadyjski w tym tygodniu łączył w sobie wpływ dwóch światów: polityki banku centralnego i rynku surowców. Bank Kanady jest na etapie, w którym ostrożnie patrzy na kolejne ruchy – inflacja schodzi, ale nie na tyle szybko, by od razu gwałtownie ciąć stopy. Jednocześnie rynek wie, że Fed może poluzować szybciej, co w naturalny sposób pomaga CAD w relacji do USD.
Drugim czynnikiem jest ropa. Kanada jest eksporterem ropy, więc każdy wzrost cen baryłki to potencjalne wsparcie dla CAD. W tym tygodniu nastroje na rynku surowców były raczej mieszane, ale nie widzieliśmy załamania – to sprzyjało utrzymaniu w miarę stabilnego, lekko mocniejszego dolara kanadyjskiego względem USD.
Na parze USD/CAD było widać lekkie zejście w dół, co wpisuje się w obraz słabnącego dolara amerykańskiego. Dla kogoś, kto inwestuje w akcje kanadyjskie lub ETF-y na Toronto, oznacza to, że zmiany kursu walutowego w tym tygodniu raczej pomagały niż przeszkadzały, jeśli kapitał był w CAD.
Podsumowując: CAD nie był gwiazdą tygodnia, ale cicho korzystał na słabszym dolarze i względnie stabilnym rynku ropy. To przykład waluty, której historia jest mocno połączona z surowcami – i w tym tygodniu ten związek raczej pomagał.
Dolar australijski (AUD)
Dolar australijski to klasyczna „waluta ryzyka” – lubi dobre nastroje na rynkach i rosnące ceny surowców. W tym tygodniu dostał solidny prezent w postaci słabszego dolara amerykańskiego oraz w miarę niezłych nastrojów na giełdach.
Od strony polityki pieniężnej, RBA (bank centralny Australii) jest wciąż w trybie „czekamy i patrzymy”. Inflacja co prawda spada, ale władze monetarne chcą być pewne, że nie odbije. Dla rynku walut oznacza to, że przestrzeń do dramatycznych cięć stóp w najbliższych tygodniach jest ograniczona. To z kolei sprzyja AUD – różnica stóp względem dolara USA czy jena wciąż jest korzystna.
W tym tygodniu AUD był też wspierany przez oczekiwania co do popytu na surowce z Chin. Każda pozytywna informacja dotycząca chińskiej gospodarki od razu przekłada się na nastroje wokół Australii. Mimo że dane z Chin są mieszane, inwestorzy liczą, że tamtejsze władze będą dalej wspierać wzrost, co pośrednio pomaga AUD.
Na parach typu AUD/USD widzieliśmy lekkie umocnienie dolara australijskiego, wpisujące się w globalny motyw słabszego USD. To nie jest wielki rajd, ale po kilku miesiącach konsolidacji inwestorzy zaczynają się zastanawiać, czy przypadkiem grudzień nie będzie sezonem, w którym AUD dostanie trochę więcej wiatru w żagle.
Dolar nowozelandzki (NZD)
Dolar nowozelandzki często chodzi w parze z australijskim kuzynem, ale ma też swoją własną historię. Bank centralny Nowej Zelandii trzyma stopy na relatywnie wysokim poziomie, a komunikacja sugeruje ostrożność w ich obniżaniu, dopóki inflacja nie siądzie naprawdę wyraźnie. To sprawia, że NZD nadal jest walutą atrakcyjną dla inwestorów szukających wyższego oprocentowania.
W tym tygodniu NZD korzystał głównie z dwóch rzeczy: słabszego dolara amerykańskiego i delikatnie lepszego apetytu na ryzyko. Gdy globalne indeksy nie spadają gwałtownie, a inwestorzy liczą na łagodne cięcie stóp przez Fed, rośnie chęć do trzymania walut takich jak NZD czy AUD.
Ekonomicznie Nowa Zelandia dalej mierzy się z wysokimi cenami nieruchomości i pewnym spowolnieniem wzrostu, ale nie ma tam dramatycznego kryzysu. Rynek liczy, że łagodniejsze warunki finansowe na świecie pomogą również temu regionowi, a waluta na tym zyska.
Na parze NZD/USD widać było lekkie, ale konsekwentne umocnienie NZD. To dobry przykład waluty, która nie ma w tym tygodniu spektakularnego lokalnego wydarzenia, ale korzysta z globalnego układu sił: miękki dolar, nadzieja na łagodny Fed, brak paniki na giełdach.
Yuan chiński (CNY)
Yuan pozostaje pod baczną obserwacją rynku, bo stan chińskiej gospodarki to temat globalny. W ostatnich dniach dane z Chin są mieszane – część wskaźników przemysłowych i sprzedażowych wygląda słabo, co wymusza działania wspierające ze strony władz. To trzyma CNY pod presją, ale jednocześnie bank centralny i rząd nie chcą dopuścić do gwałtownej deprecjacji, bo to mogłoby wywołać odpływ kapitału.
W tym tygodniu yuan poruszał się w dość wąskim przedziale wobec dolara i euro. Słabszy USD trochę pomagał CNY, ale rynek wie, że chińska gospodarka nie odzyskała jeszcze pełni blasku po pandemii i kryzysie w sektorze nieruchomości.
Kurs EUR/CNY oraz notowania względem koszyka walut były raczej stabilne, co wskazuje, że władze celowo pilnują stabilności, używając narzędzi takich jak codzienny fixing i interwencje pośrednie. Dla reszty świata oznacza to, że CNY jest bardziej „sterowanym” kursem, a nie w pełni wolnorynkową walutą, co trzeba brać pod uwagę, interpretując ruchy.
W krótkim terminie rynek patrzy na to, czy Pekin będzie robił kolejne kroki stymulujące gospodarkę. Każda większa paczka bodźców może chwilowo osłabić CNY (więcej płynności), ale jeśli poprawi perspektywy wzrostu, w dłuższej perspektywie może być neutralna lub nawet pozytywna dla waluty.
Rupia indyjska (INR)
Tu mieliśmy duże, konkretne wydarzenie: bank centralny Indii (RBI) ściął stopy procentowe o 25 punktów bazowych do poziomu 5,25% i dołożył sporą dawkę luzu płynnościowego – zakupy obligacji za 1 bln rupii i swap walutowy na 5 mld dolarów.
Co ciekawe, zrobił to przy jednoczesnym podniesieniu prognozy wzrostu PKB do 7,3% i obniżeniu prognozy inflacji w okolice 2%. Mówiąc po ludzku: gospodarka rośnie mocno, inflacja jest bardzo niska – „złotowłosa” sytuacja, więc można ciąć stopy i jednocześnie mówić, że wszystko jest pod kontrolą.
Jak na to zareagował rynek walutowy? Rupia chwilowo osłabła po decyzji (niższe stopy to mniejsza atrakcyjność waluty), ale później odzyskała część strat, bo inwestorzy uznali, że silny wzrost PKB i duże rezerwy walutowe (ponad 680 mld USD) to solidna poduszka bezpieczeństwa. Dodatkowo globalna poprawa nastrojów wobec rynków wschodzących pomagała całemu koszykowi EM, w tym INR.
Rupia więc w tym tygodniu była walutą, wokół której działo się bardzo dużo – decyzja banku centralnego, reakcja rynku długu i FX, komentarze o „goldilocks economy”. Dla laika przekaz jest prosty: Indie rosną szybko, inflacja jest niska, bank centralny trochę luzuje, więc w krótkim terminie rupia może być kapryśna, ale fundamenty wyglądają dobrze.
Złoty polski (PLN)
Wreszcie nasze podwórko. Złoty miał dobry tydzień. W relacji do dolara kurs USD/PLN spadł do okolic 3,62, co oznacza umocnienie PLN zarówno dzień do dnia, jak i w ujęciu miesięcznym. Wobec euro ruch był mniejszy – EUR/PLN kręcił się w okolicach 4,22-4,24, czyli wciąż blisko lokalnego umocnienia.
Dlaczego złoty ma się dobrze? Po pierwsze, pomaga globalny kontekst: słabszy dolar i lepszy sentyment do walut rynków wschodzących. Po drugie, rynek wciąż patrzy na Polskę jako na kraj z solidnym wzrostem gospodarczym na 2026 r., dużym napływem środków z UE i relatywnie przewidywalną polityką monetarną NBP (przynajmniej w krótkim horyzoncie).
Tabela kursów NBP z pierwszych dni grudnia pokazuje stabilne, lekko umacniające się poziomy PLN wobec głównych walut. Do tego dochodzą dane z rynków, według których złoty w ujęciu tygodniowym zyskał ok. 0,6% wobec USD – niewiele, ale konsekwentnie.
Z punktu widzenia osoby, która np. zarabia w złotych, a ma zobowiązania w euro lub dolarze, ten tydzień oznaczał odrobinę ulgi – spłata rat w walucie jest nieco tańsza niż jeszcze miesiąc temu. Z kolei dla eksporterów mocniejszy PLN nie jest idealny, ale na razie ruch jest umiarkowany i nie wygląda na gwałtowną zmianę trendu, raczej na kontynuację stopniowego umacniania się złotego w środowisku słabszego dolara.
Peso meksykańskie (MXN)
Peso meksykańskie to klasyczna waluta EM, która łączy historię wysokich stóp procentowych z bliskością gospodarki USA. W tym tygodniu MXN korzystał z dwóch rzeczy: słabszego dolara oraz poprawy nastroju wobec całego koszyka walut rynków wschodzących.
Bank centralny Meksyku utrzymuje stopy na relatywnie wysokim poziomie, co sprawia, że peso nadal jest atrakcyjne z punktu widzenia carry trade – inwestor może kupić MXN i „inkasować” wyższe odsetki niż np. w euro czy w jenie. Jednocześnie gospodarka Meksyku mocno korzysta na handlu z USA, więc perspektywa łagodniejszej polityki Fed bez ostrej recesji w Stanach jest dla MXN bardzo pozytywna.
W tym tygodniu USD/MXN delikatnie spadał – notowania z okolic 18,3 zeszły nieco niżej, co oznacza umocnienie peso. Rynek jednak pamięta, że Meksyk jest wrażliwy na kwestie polityczne i handlowe, zwłaszcza w relacji z USA – każdy nowy pomysł na cła czy napięcia na granicy mógłby szybko zepsuć ten pozytywny obraz.
Na razie jednak dominował scenariusz „risk-on”: inwestorzy chętnie trzymali peso, licząc na wysoką stopę i brak złych niespodzianek. Dla kogoś, kto patrzy na wykresy, MXN był w tym tygodniu przykładem waluty EM, która wykorzystuje korzystny moment: słabszy USD, lepsze nastroje, brak lokalnych szoków.
Lira turecka (TRY)
Lira turecka to zupełnie inna historia niż peso czy złoty. To wciąż jedna z najbardziej ryzykownych walut świata, biorąc pod uwagę wysoką inflację, trudną historię polityki pieniężnej i wrażliwość na odpływ kapitału. W ostatnich miesiącach bank centralny Turcji agresywnie podnosił stopy, próbując ratować wiarygodność.
W tym tygodniu TRY była względnie spokojna, ale na wysokim, mocno zdeprecjonowanym poziomie. To znaczy: nie było spektakularnego dalszego osłabienia, ale lira nadal jest dużo słabsza niż kilka lat temu. Rynek wciąż testuje determinację władz: czy będą kontynuować bardziej „ortodoksyjną” politykę pieniężną, czy znów wrócą do eksperymentów z niskimi stopami przy wysokiej inflacji.
Globalny kontekst – słabszy dolar i lepsze nastroje wobec EM – trochę pomagał lirze, bo część kapitału spekulacyjnego szuka wysokiego oprocentowania, a Turcja ma je bardzo wysokie. Z drugiej strony inwestorzy pamiętają, jak łatwo w tym kraju o zwrot akcji, więc zaangażowanie w TRY wciąż jest raczej niszowe i ostrożne.
Dla zwykłego obserwatora przekaz jest prosty: lira w tym tygodniu nie załamała się dalej, ale nadal jest walutą z ogromnym ryzykiem. Każda zmiana komunikacji banku centralnego, każdy większy konflikt polityczny czy napięcie geopolityczne mogą szybko wywołać kolejną falę osłabienia.
Korona szwedzka (SEK)
Korona szwedzka to jedna z europejskich walut, które w ostatnich latach mocno się osłabiły, m.in. przez słabość gospodarki, ryzyka związane z rynkiem nieruchomości i dość ostrożną politykę banku centralnego. W tym tygodniu SEK korzystała z ogólnej poprawy nastroju w Europie i słabszego dolara, ale ruch był umiarkowany.
Riksbank stoi przed dylematem: z jednej strony nie chce zbyt mocno podnosić stóp, by nie nasilić problemów zadłużonych gospodarstw domowych, z drugiej – nie może też dopuścić do zbyt słabej korony, bo to napędza inflację importowaną. W ostatnich miesiącach bank komunikował raczej ostrożne podejście, co sprawia, że SEK jest podatna na kaprysy globalnego sentymentu.
W relacji do euro korona w tym tygodniu lekko się umacniała, korzystając z „risk-on” w Europie Północnej i generalnie spokojnego tygodnia na rynkach. Wobec dolara również zyskiwała – w linii z innymi walutami europejskimi. Dla zwykłego inwestora oznacza to, że po serii słabych miesięcy SEK zaczyna łapać oddech, choć trudno mówić o wyraźnym, trwałym trendzie wzrostowym.
Szwecja pozostaje ciekawym przypadkiem: nowoczesna gospodarka, ale z wyzwaniami w sektorze nieruchomości i kredytów hipotecznych. To wszystko sprawia, że korona jest wrażliwa na sygnały z banku centralnego i globalne nastroje, a ten tydzień był raczej spokojnym epizodem lekkiej poprawy.
—
Jeśli potrzebujesz kupić lub sprzedać waluty zapraszamy do naszego kantoru w Bydgoszczy. Mamy aż 32 waluty w super cenach!
Kantor Cent Bydgoszcz ul. Dworcowa 39
róg ul. Dworcowej i Marcinkowskiego
Tel. 52 349 38 78
Tel. 52 551 31 94
Kom. 512 381 696
Data publikacji 5 grudnia 2025


















