Jen po podwyżce… i zjazd, czyli tydzień paradoksów na FX

Ten tydzień na walutach kręcił się wokół banków centralnych i końcówki cyklu cięć stóp: Fed obniżył stopy, EBC zrobił pauzę, BoJ podniósł stopy, ale jen i tak był nerwowy, BoE obniżył, ale ostrożnie, a część banków (Szwecja, Norwegia, Szwajcaria, Kanada) podkreślała stabilność i „czekamy na dane”.

W praktyce oznaczało to, że kursy walut bardziej reagowały na to, co banki sugerują na przyszłość, niż na same decyzje. Najbardziej „żywe” były: JPY (bo decyzja historyczna i rynek niepewny), GBP (bo cięcie na styk), USD (bo zmiana oczekiwań po Fed), a w EM – MXN/BRL/TRY/ZAR, bo tam różnica między „wysokim procentem” a „ryzykiem” jest zawsze gorącym tematem.

USD – dolar amerykański

Ten tydzień dla dolara wyglądał jak klasyczny „rollercoaster po posiedzeniu Fed”. Z jednej strony: rynek dostał sygnał łagodniejszej polityki (czyli: stopy mogą spadać, a to zwykle osłabia walutę). Z drugiej: im bliżej końcówki roku, tym więcej jest ruchów „porządkowych” (zamknięcia pozycji, zabezpieczenia ryzyka), które potrafią USD na chwilę wzmacniać nawet wtedy, gdy narracja fundamentalna mówi co innego.

Najważniejszy punkt tygodnia: Fed obniżył stopy o 25 punktów bazowych i – co równie ważne – komunikacja została odebrana jako bardziej „gołębia” (mniej restrykcyjna) niż część rynku oczekiwała. To natychmiast przełożyło się na spadek dolara w szerokim ujęciu, bo inwestorzy zaczęli wyceniać kolejne cięcia w 2026. Do tego doszła informacja o działaniach na rynku krótkoterminowych papierów skarbowych (bony), co rynek czytał jako próbę „wygładzenia” warunków płynności. Efekt psychologiczny bywa tu prosty: skoro bank centralny robi ruchy, które ułatwiają finansowanie, to presja na „super-mocnego” dolara słabnie.

W dalszej części tygodnia USD reagował też na dane o inflacji w USA – zwłaszcza wtedy, gdy odczyty sugerowały, że presja cenowa nie jest już tak uporczywa jak wcześniej. W praktyce: jeśli inflacja hamuje, Fed ma przestrzeń do luzowania, a to zwykle jest wiatr w plecy dla walut ryzykownych i przeciwny wiatr dla USD.

Podsumowując dolar amerykański w tym tygodniu był bardziej „walutą interpretacji” niż „walutą jednej liczby”. Jedni patrzyli na cięcie stóp i sprzedawali USD, inni widzieli w tym sygnał, że gospodarka USA wciąż ma się na tyle dobrze, by robić to kontrolowanie – i wracali do dolara przy każdym większym strachu na rynku.

EUR – euro

Euro miało tydzień, w którym niby było „spokojnie” (bo brak niespodzianki), ale w praktyce działo się sporo, bo rynek uwielbia dopisywać własne znaczenia do słowa „pauza”. Europejski Bank Centralny utrzymał stopy bez zmian, a przekaz został odebrany jako: „jesteśmy ostrożni, patrzymy na dane, nie obiecujemy szybkich ruchów”. To samo w sobie potrafi ruszyć walutą, bo gracze porównują EBC do Fed i do Banku Anglii – a różnice w tempie cięć/utrzymania stóp są dla kursu kluczowe.

W uproszczeniu: waluta lubi wyższe stopy procentowe, bo wtedy trzymanie jej „ma sens” (daje wyższy procent). Ale liczy się też oczekiwanie: czy te stopy będą wysokie dłużej, czy za chwilę spadną. W tym tygodniu euro dostawało wsparcie wtedy, gdy rynek uznawał, że EBC może być mniej skory do cięć niż wcześniej myślano. Jednocześnie EUR nie wystrzelił „w kosmos”, bo w tle cały czas jest temat wzrostu gospodarczego Europy: jeśli gospodarka jest słabsza, to presja na łagodniejszą politykę wraca jak bumerang.

Dodatkowo euro było rozgrywane w parze z dolarem: jeśli dolar słabnie po Fed, euro zyskuje niemal „z automatu”, ale jeśli w kolejnych dniach pojawia się powrót do bezpieczeństwa i popyt na USD, to EUR/USD potrafi się cofnąć. Ten tydzień pokazał tę huśtawkę: euro miało momenty siły, ale końcówka tygodnia wyglądała bardziej jak ostrożne utrzymanie pozycji niż agresywna gra na dalszy rajd.

Dla laika najważniejsze jest, że euro nie żyje tylko „własnym życiem Europy”. Ono jest stale porównywane do dolara i funta. I w tym tygodniu euro było trochę jak uczeń, który nie musi błyszczeć, bo konkurencja (czyli inne banki centralne) zrobiła więcej zamieszania – a rynek i tak patrzył na różnice w polityce monetarnej.

JPY – jen japoński

Jen był jedną z najbardziej „żywych” walut tygodnia i to w bardzo japońskim stylu: Bank Japonii zrobił rzecz, która teoretycznie powinna jena wzmocnić (podwyżka stóp), a jen… i tak potrafił się osłabiać, bo rynek uznał, że ważniejsze są obawy o przyszłość i „co dalej”. Bank Japonii podniósł stopę do okolic 0,75%, czyli najwyżej od dekad – to historyczny ruch w kontekście kraju, który przez lata był symbolem ultra-niskich stóp.

Dlaczego więc jen nie musiał się umocnić? Bo waluty to nie matematyka 1:1. Liczy się też: jak rynek widzi kolejne kroki. Jeśli bank centralny podnosi stopy, ale mówi niejasno, kiedy będzie następna podwyżka i czy w ogóle będzie, inwestorzy mogą uznać, że „to już było w cenach” (czyli rynek to przewidział). W takim układzie często dzieje się coś przewrotnego: po decyzji następuje ruch w przeciwną stronę, bo spekulanci zamykają pozycje.

Do tego doszedł mocny element polityczno-rynkowy: Japonia jest bardzo wrażliwa na temat kursu jena, bo słaby jen podbija koszty importu (np. energii), a mocny jen uderza w eksporterów. W tym tygodniu padły też ostrzeżenia ze strony ministra finansów o gotowości do reakcji na „nadmierne” ruchy walutowe – rynek odebrał to jako przypomnienie: „jeśli jen znowu się rozjedzie, mogą wkroczyć”. Sama groźba interwencji potrafi zatrzymać panikę, ale bywa też paliwem do krótkich, nerwowych skoków kursu.

W praktyce jen w tym tygodniu był areną walki pomiędzy „logiką stóp procentowych” a „strachem i wątpliwościami”. I dlatego był tak zmienny – bo obie strony miały argumenty, a rynek nie dostał jednego, prostego drogowskazu.

GBP – funt brytyjski

Funt miał tydzień, w którym ważniejsze od samego cięcia stóp było to, jak bardzo „na styk” to przeszło. Bank Anglii obniżył stopy o 25 pb do 3,75%, ale głosowanie było ciasne, a przekaz ostrożny. To często działa na walutę tak, jakby bank powiedział: „tnę, ale nie rozpędzajcie się z oczekiwaniami kolejnych cięć”. Efekt? Funt potrafi być zaskakująco mocny, mimo że cięcie stóp zwykle walutę osłabia.

Dlaczego? Bo rynek gra na różnicach. Jeśli inwestorzy wcześniej bali się, że Bank Anglii będzie ciął szybciej i mocniej (bo gospodarka słaba), a dostają sygnał „spokojnie, będziemy uważać”, to wycena przyszłych cięć się cofa. A kiedy oczekiwane przyszłe stopy są wyższe niż myślano – waluta zyskuje.

Ciekawa rzecz w tym tygodniu to także relacja funta do jena: funt doszedł do wieloletnich szczytów względem JPY. To pokazuje, że czasem waluta nie musi być „mocna absolutnie”, wystarczy że jest „mocniejsza od tej drugiej”, która ma własne problemy (tu: jen i jego niepewność po decyzji BoJ).

Z punktu widzenia laika funt nie jest tylko „od gospodarki UK”. Jest też od tego, jak Bank Anglii komunikuje się z rynkiem. Jeżeli inwestorzy czują, że bank centralny kontroluje sytuację i nie będzie ciął na oślep, funt bywa traktowany jak względnie bezpieczny wybór – przynajmniej na tle innych walut, które mają większy chaos informacyjny.

W tym tygodniu funt był więc walutą „jasnego przekazu”: nawet jeśli dane gospodarcze bywają mieszane, to rynki lubią, gdy bank centralny nie zmienia zdania co pięć minut i nie wygląda na spanikowanego.

CHF – frank szwajcarski

Frank zwykle gra rolę „bezpiecznej przystani”: gdy na rynkach rośnie nerwowość, CHF zyskuje, bo inwestorzy wolą stabilność. W tym tygodniu frank miał jednak dodatkowy temat: Szwajcarski Bank Narodowy utrzymał politykę – stopa pozostała na poziomie 0% – i podtrzymał gotowość do aktywności na rynku walutowym, jeśli będzie trzeba. To ważne, bo SNB historycznie nie wahał się wpływać na kurs franka, gdy uznawał, że waluta robi się zbyt mocna (a to szkodzi eksportowi).

Jak to działa na kurs? Jeśli bank centralny mówi: „możemy wejść na rynek”, to jest jak znak ostrzegawczy dla spekulantów: „nie przesadzajcie z umacnianiem franka, bo możemy wam to utrudnić”. To nie oznacza, że frank ma spadać – raczej, że jego ruchy bywają „przytemperowane”.

Drugi element tygodnia to globalny klimat: po Fed i po serii decyzji banków centralnych inwestorzy próbowali wycenić, czy cykl luzowania stóp w świecie się kończy. Gdy rynek uznaje, że wielkie banki centralne już „zrobiły swoje” i teraz będzie więcej pauz, wzrasta znaczenie stabilnych gospodarek i stabilnych systemów finansowych. Szwajcaria w takim obrazku wygląda jak uporządkowany pokój w mieszkaniu, w którym ktoś właśnie robi remont w kuchni. I za samą tę „czystość” frank potrafi być kupowany.

Dla laika najprościej: frank w tym tygodniu był walutą, która nie musiała robić fajerwerków, żeby zostać zauważona. Wystarczyła mieszanka „spokoju SNB” + „świat w trybie: sprawdzamy, czy to już koniec cięć”. W takich warunkach CHF często zachowuje się jak kamizelka ratunkowa – nie służy do pływania szybciej, tylko do tego, żeby nie utonąć, kiedy robi się nerwowo.

PLN – złoty polski

Złoty w tym tygodniu był w trybie „stabilnie, ale z lekką przewagą kupujących”. Nie chodziło o jeden wielki szok, tylko o to, że PLN trzymał się mocno w regionie i miał momenty, w których zbliżał się do mocniejszych poziomów względem euro. W komentarzach rynkowych przewijał się wątek sezonowości (grudzień bywa dla PLN korzystny) oraz przepływów kapitału powiązanych z UE, co potrafi wspierać złotego nawet wtedy, gdy globalnie jest niepewność.

Co jest tu ważne dla laika: kurs PLN to nie tylko „polska gospodarka”, ale też nastroje do całej Europy Środkowej. Jeżeli inwestorzy uznają, że ryzyko w regionie jest pod kontrolą, a w dodatku globalne stopy procentowe zaczynają spadać (Fed tnie, inni robią pauzę), to rośnie apetyt na waluty, które oferują wyższe oprocentowanie i potencjalnie wyższą dynamikę. Polska często łapie się do tej szufladki.

Jednocześnie złoty nie miał w tym tygodniu powodu, by robić dzikie ruchy. Rynek w dużej mierze żył historią Fed/EBC/BoJ/BoE, a PLN był bardziej „reaktywny”: korzystał na chwilach słabszego dolara i lepszego sentymentu, a gdy robiło się ostrożniej – wracał do spokojnego handlu w zakresie. W relacji do euro padały też konkretne poziomy, wokół których kurs „kręcił się” bez rozstrzygnięcia, czekając na impuls.

To jest ważna cecha złotego: potrafi tygodniami wyglądać na nudnego, a potem – gdy przyjdzie impuls (np. mocny ruch EUR/USD, decyzja globalnego banku centralnego, większy wzrost awersji do ryzyka) – zrobić ruch szybko, bo płynność jest mniejsza niż na głównych walutach.

W tym tygodniu PLN był więc walutą „dobrej kondycji tła”: nie musiał udowadniać siły jednym wielkim skokiem. Wystarczyło, że nie pękał, gdy świat dyskutował o końcówce cyklu cięć stóp i o tym, kto w 2026 będzie bardziej „twardy”, a kto bardziej „miękki”.

CAD – dolar kanadyjski

Dolar kanadyjski to waluta, która ma dwa serca: jedno bije w rytmie danych z Kanady (konsument, PKB, rynek pracy), a drugie w rytmie ropy naftowej. W tym tygodniu CAD był aktywny, bo pojawiła się mieszanka polityki handlowej, oczekiwań co do Banku Kanady oraz ruchów na rynku ropy.

CAD lekko się umacniał w momentach, gdy rynek dostawał argument, że Kanada nie musi spieszyć się z luzowaniem bardziej niż USA. Inwestorzy patrzą na różnicę stóp: jeśli BoC trzyma stopy, a Fed tnie, to w pewnym sensie „Kanada wygląda atrakcyjniej” niż dzień wcześniej. W tle przewijały się też wątki związane z danymi (np. sprzedaż detaliczna) oraz komentarzami politycznymi dotyczącymi relacji handlowych z USA i przyszłego podejścia do USMCA.

Drugi element: ropa. Kiedy ropa idzie w górę, Kanada – jako istotny eksporter – statystycznie dostaje wsparcie na walucie, bo rosną wpływy z eksportu, a inwestorzy częściej „podpinają” CAD pod koszyk surowcowy. W tym tygodniu ropa miała momenty zwyżek, które pomagały CAD utrzymać lepszy humor.

Dla laika najprościej: CAD w tym tygodniu zachowywał się jak waluta „z realistycznym optymizmem”. Bez euforii, ale też bez strachu. Największa gra toczyła się wokół tego, czy w 2026 zobaczymy rozjazd polityki Fed i BoC (kto będzie ciął szybciej). Każda sugestia, że Kanada nie musi być gołębia, była lekkim plusem dla CAD.

Warto też pamiętać: CAD potrafi być czuły na globalny sentyment. Jeśli rynek jest „risk-on” (ludzie chcą ryzyka), waluty surowcowe zwykle mają lepiej. Jeśli robi się „risk-off”, kapitał ucieka do USD/CHF i CAD bywa sprzedawany. Ten tydzień miał oba nastroje, więc CAD falował, ale bez dramatów.

AUD – dolar australijski

AUD to klasyczny barometr apetytu na ryzyko, ale z bardzo konkretnym dodatkiem: inflacja i rynek mieszkaniowy w Australii potrafią zrobić z niego walutę „z pazurem”. W tym tygodniu AUD żył głównie tym, że RBA utrzymał stopy, a jednocześnie ostrzegał, że ryzyko inflacyjne nie zniknęło. To ważne, bo jeśli bank centralny sugeruje, że podwyżka w przyszłości jest możliwa (albo przynajmniej, że nie będzie szybko cięć), AUD dostaje wsparcie.

W praktyce wygląda to tak: inwestorzy porównują Australię z USA i Europą. Jeśli Fed tnie, EBC robi pauzę, a RBA mówi „uważajcie, inflacja może wracać”, to Australia przestaje być w oczach rynku miejscem, gdzie stopy będą szybko spadać. A im wyższe oczekiwane stopy, tym większa skłonność do trzymania waluty.

Do tego dochodzi kontekst inflacji miesięcznej (w Australii rynek uważnie patrzy na częstsze odczyty), a Reuters podkreślał, że inflacja w ostatnich miesiącach potrafiła rosnąć kilka miesięcy z rzędu, co buduje napięcie: czy to tylko „szum”, czy realny problem.

AUD był też wrażliwy na globalne nastroje po Fed. Gdy dolar słabł i rynek robił się bardziej „ryzykowny”, AUD miał lepsze chwile. Gdy pojawiała się ostrożność, AUD łapał zadyszkę – bo to waluta, którą łatwo redukuje się w portfelu, gdy inwestor chce mniej ryzyka.

Dla laika: AUD w tym tygodniu był jak sprężyna. Nie wystrzelił mocno, ale napięcie rosło, bo RBA zostawił otwartą furtkę: „inflacja może nas zmusić do twardszej postawy”. Rynek bardzo lubi takie furtki – bo można na nich budować scenariusze na kolejne miesiące, a scenariusze to paliwo dla kursów.

SEK – korona szwedzka

Korona szwedzka w tym tygodniu była ciekawa nie dlatego, że zrobiła największy „odlot” na wykresie, tylko dlatego, że dostała bardzo klarowny sygnał z Riksbanku: stopy na 1,75% i na razie bez zmian. Dokument z decyzją (17 grudnia) mówi wprost: stopa pozostaje na 1,75%, a perspektywa jest taka, że może pozostać na tym poziomie „przez pewien czas”, jeśli prognozy się utrzymają.

Dla laika ważne jest, co to znaczy. To oznacza, że Szwecja komunikuje stabilność: inflacja zbliża się do celu, wzrost jest lepszy niż wcześniej, a gospodarka – choć rynek pracy bywa słabszy – pokazuje oznaki poprawy. Taka mieszanka często wspiera walutę, bo inwestorzy nie boją się nagłego zwrotu w polityce pieniężnej.

Korona jest jednak też walutą „nastrojową”: jeśli na świecie jest więcej optymizmu (giełdy rosną, dolar słabnie), SEK potrafi zyskiwać, bo inwestorzy szukają ekspozycji na Europę, ale niekoniecznie tylko na euro. Jeśli globalnie robi się nerwowo, SEK może tracić, bo wraca schemat: „bezpieczniej w USD/CHF”.

Ten tydzień – pełen decyzji banków centralnych na świecie – sprzyjał porównaniom. Skoro duże banki zaczynają mówić o końcówce cyklu cięć, to „waluty z jasnym planem” stają się atrakcyjniejsze niż waluty z niepewnością. Korona szwedzka w tym sensie wypadła nieźle: nie obiecywano cudów, ale też nie straszono gospodarki recesją.

W praktyce SEK była w tym tygodniu walutą „rozsądku”: nie musiała wygrywać sprintu, wystarczyło, że nie gubiła rytmu, gdy rynek żył Fedem, BoJ i BoE. I dla wielu inwestorów to właśnie jest najcenniejsze w końcówce roku.

NOK – korona norweska

NOK to waluta, która ma bardzo silny związek z ropą i gazem, ale też z tym, jak Norges Bank prowadzi politykę stóp. W tym tygodniu Norges Bank utrzymał stopę na 4% i zasugerował, że jeśli gospodarka będzie rozwijać się zgodnie z projekcjami, stopy mogą zostać obniżone w przyszłym roku. To klasyczny sygnał: „dziś trzymamy wysoko, ale w perspektywie jest ulga”.

Co to robi z walutą? Zależy od tego, co rynek miał w głowie wcześniej. Jeżeli inwestorzy bali się, że Norges Bank będzie bardziej gołębi (czyli szybciej obniży stopy), to taka decyzja potrafi wesprzeć NOK. Jeżeli z kolei rynek liczył na „jasną obietnicę cięć”, a jej nie dostał, NOK może się wahać.

Dodatkowo NOK patrzy na ropę. W tygodniach, w których ropa rośnie, Norwegia często jest postrzegana jako beneficjent, więc NOK bywa kupowana. Gdy ropa słabnie, NOK traci jeden z filarów wsparcia.

W tym tygodniu (podobnie jak przy CAD) ważny był klimat globalny: jeśli inwestorzy uznają, że „duże banki kończą cykl cięć”, to waluty, które wciąż mają relatywnie wysokie stopy, stają się atrakcyjne. Norwegia ma stopy wyraźnie wyższe niż strefa euro, więc NOK może na tym korzystać, o ile sentyment nie jest fatalny.

Dla laika: NOK zachowuje się trochę jak cena biletu lotniczego – zależy od dwóch rzeczy naraz: „paliwa” (ropa) i „regulaminu linii” (bank centralny). W tym tygodniu regulamin był jasny: stopy wysokie, ale przyszły rok może przynieść obniżki. I to wystarczyło, żeby NOK była w zestawie walut, na których „coś się działo”, bo rynek od razu zaczyna wyceniać: kiedy te obniżki i ile ich będzie.

MXN – peso meksykańskie

Peso meksykańskie miało tydzień zdecydowanie „konkretny”, bo Bank Meksyku obniżył stopy do 7,00%. To ważne, bo Meksyk długo był kojarzony z wysokimi stopami, które przyciągały kapitał (inwestorzy lubią wysokie oprocentowanie). Gdy stopy spadają, część tego magnesu słabnie – ale wszystko zależy od tego, czy rynek spodziewa się dalszych cięć oraz jak wygląda inflacja.

W tym tygodniu Banxico jednocześnie podniósł prognozy inflacji na najbliższy okres, ale utrzymał narrację, że inflacja ma wrócić do celu dopiero w 2026. To tworzy napięcie: z jednej strony tną stopy (co zwykle osłabia walutę), z drugiej – inflacja wciąż jest tematem (co może ograniczać tempo dalszych cięć). Dla FX to idealne paliwo do zmienności, bo jedni mówią: „będzie seria cięć, sprzedajemy peso”, a inni: „nie będą mogli ciąć szybko, peso ma wsparcie”.

Peso ma jeszcze jedną cechę: jest bardzo wrażliwe na USA, bo gospodarki są mocno powiązane handlem. Jeśli dolar słabnie po Fed, peso często na tym korzysta (łatwiej o napływ kapitału do EM). Ale jeśli nagle rośnie strach, kapitał odpływa z rynków wschodzących szybciej niż z rozwiniętych i MXN potrafi dostać rykoszetem.

Dla laika: peso w tym tygodniu było walutą „na styku” – bank centralny chce wspierać gospodarkę niższymi stopami, ale nie może ignorować inflacji. Ten konflikt interesów widać w kursie: peso może być mocne, dopóki rynek wierzy, że Banxico będzie ostrożny. Jeśli rynek uzna, że cięcia się rozpędzą, peso zwykle traci.

TRY – lira turecka

Lira turecka żyje w świecie, gdzie decyzje banku centralnego są obserwowane jak serial (z tym że bywa więcej zwrotów akcji niż w telenoweli). W tym okresie Turcja kontynuowała luzowanie – Reuters informował o obniżce stóp o 150 pb do 38%. Kluczowe jest to, że Turcja wciąż walczy z wiarygodnością walki z inflacją: rynek patrzy, czy tempo luzowania nie jest zbyt szybkie i czy inflacja rzeczywiście schodzi w dół na tyle, by to uzasadniać.

Dla kursu TRY mechanizm jest brutalnie prosty: jeśli inwestorzy uznają, że realna stopa (czyli stopa minus inflacja) jest za niska i nie wynagradza ryzyka, waluta jest pod presją. A jeśli bank centralny tnie stopy, to część rynku od razu zakłada, że presja na TRY może rosnąć – chyba że równolegle spada inflacja i rośnie zaufanie.

W tym tygodniu temat TRY był też częścią szerszej historii o tym, że duże banki centralne sygnalizują koniec cyklu cięć, a Turcja jest w innym miejscu cyklu. To sprawia, że TRY jest „osobną planetą”: bardziej zależną od lokalnej inflacji, polityki i przepływów kapitałowych niż od globalnego risk-on/risk-off (choć to też ma znaczenie).

Dla laika: lira działa jak waluta, w której cena pieniądza (stopy) i zaufanie są absolutnie kluczowe. Jeśli bank centralny tnie, rynek pyta: „czy naprawdę możecie sobie na to pozwolić?”. I samo to pytanie generuje zmienność.

W tym tygodniu TRY była więc na liście „dzieje się”, bo każda decyzja stóp w Turcji to natychmiastowa dyskusja: czy to rozsądne, czy ryzykowne – i czy inflacja nie wróci bokiem.

Jeśli potrzebujesz kupić lub sprzedać waluty zapraszamy do naszego kantoru w Bydgoszczy. Mamy aż 32 waluty w super cenach!

Kantor Cent Bydgoszcz ul. Dworcowa 39
róg ul. Dworcowej i Marcinkowskiego

Tel. 52 349 38 78

Tel. 52 551 31 94

Kom. 512 381 696


Data publikacji 19 grudnia 2025