Jen odbija od dna, dolar traci grunt, a ropa wciąż miesza w walutach

Upływające dni przyniosły wyjątkowo dużo emocji na rynku walutowym. Największym wydarzeniem była bezprecedensowa od dekad wspólna interwencja Japonii i Stanów Zjednoczonych w obronie jena.
Później centrum uwagi przesunęło się na USA, gdzie zaskakująco słabe dane z rynku pracy gwałtownie osłabiły oczekiwania na podwyżkę stóp Fed. Do tego doszły decyzje banków centralnych w Brazylii i Meksyku, bardzo mocne dane z Kanady, kłopoty rynku pracy w Nowej Zelandii oraz wciąż ogromne znaczenie cen ropy i sytuacji wokół cieśniny Ormuz.

Jen japoński – JPY

Jen był bezsprzecznie jedną z najważniejszych walut ostatnich dni. Po wcześniejszym zejściu do poziomów niewidzianych od około czterech dekad japońskie władze zdecydowały się na interwencję, ale tym razem wydarzyło się coś wyjątkowego: w operacji uczestniczyły również Stany Zjednoczone. Amerykański Departament Skarbu pomagał kupować jeny, przy czym sprzedawano między innymi euro. Rynek odebrał to jako bardzo silny sygnał, że Tokio nie jest już samo w walce ze zbyt słabą walutą. Jen gwałtownie się umocnił i chwilowo osiągnął najwyższe poziomy od około trzech miesięcy. Szacunki wskazywały, że sama Japonia mogła wydać na najnowszą operację równowartość nawet około 36,6 mld dolarów.

Pod koniec analizowanego okresu jen dostał jeszcze jeden impuls. Słabe dane z amerykańskiego rynku pracy obniżyły rentowności obligacji USA i osłabiły dolara. USD/JPY spadł nawet w okolice 156,7, podczas gdy jeszcze w lipcu notowania przekraczały 163. Dla przeciętnego obserwatora najważniejsze jest to, że rynek wie już, iż okolice bardzo słabego jena mogą sprowokować kolejną interwencję. Samo to może przez pewien czas ograniczać spekulacyjne granie przeciw japońskiej walucie.

Dolar amerykański – USD

Dolar miał wyjątkowo nierówne kilka dni. Początkowo pomagały mu wysokie rentowności amerykańskich obligacji oraz przekonanie, że Rezerwa Federalna może we wrześniu podnieść stopy procentowe. W Fed pojawiły się bowiem wyraźne głosy, że inflacja nadal jest zbyt wysoka. Trzech członków władz Fed opowiadało się już na lipcowym posiedzeniu za podwyżką, a prezes oddziału Fed w St. Louis Alberto Musalem argumentował, że wcześniejszy, niewielki ruch byłby mniej bolesny niż późniejsze, gwałtowniejsze zacieśnianie polityki.

Sytuację całkowicie zmieniły jednak dane o zatrudnieniu. W lipcu gospodarka USA straciła 23 tys. miejsc pracy, podczas gdy ekonomiści oczekiwali wzrostu o około 80 tys. Dodatkowo wcześniejsze dane zostały skorygowane w dół. Rynek natychmiast zmniejszył prawdopodobieństwo wrześniowej podwyżki stóp z około 55% do około 40%. Indeks dolara spadł w okolice 99,5, EUR/USD wzrósł w pobliże 1,156, a dolar wyraźnie stracił również do jena. To dobry przykład, jak jedna ważna publikacja potrafi błyskawicznie zmienić oczekiwania inwestorów dotyczące stóp procentowych, a wraz z nimi wycenę waluty. 

Dolar kanadyjski – CAD

Dolar kanadyjski znalazł się po zupełnie przeciwnej stronie niż dolar amerykański. Kanada opublikowała bardzo dobre dane z rynku pracy. W lipcu przybyło 75,1 tys. miejsc pracy, podczas gdy ekonomiści spodziewali się zaledwie około 16,5 tys. Bezrobocie spadło jednocześnie do 6,4%, czyli najniższego poziomu od dwóch lat. Tak duże zaskoczenie natychmiast zwiększyło atrakcyjność kanadyjskiej waluty. CAD zyskał około 0,6% wobec dolara amerykańskiego i znalazł się na najmocniejszym poziomie od około ośmiu tygodni.

Dla rynku znaczenie miało nie tylko to, że kanadyjska gospodarka tworzy miejsca pracy. Ważne było również zestawienie tych danych ze słabym raportem z USA. Inwestor zobaczył więc jednocześnie wyraźnie lepszy obraz Kanady i gorszy obraz Stanów Zjednoczonych. Zmniejszyła się różnica oczekiwanych rentowności pomiędzy obligacjami obu państw, co dodatkowo pomagało CAD. Cieniem pozostaje jednak ropa. Kanada jest jej dużym eksporterem, dlatego spadek cen surowca może ograniczać umocnienie loonie. Na razie jednak to dane o zatrudnieniu zdecydowanie wygrały tę rywalizację.

Euro – EUR

Euro znalazło się w centrum wydarzeń z dość nietypowego powodu. Podczas amerykańsko-japońskiej interwencji wspierającej jena amerykańskie władze sprzedawały nie dolary, lecz euro, aby za pozyskane środki kupować jeny. To bardzo rzadki przypadek i natychmiast wywołał dyskusję o tym, dlaczego Waszyngton nie chciał bezpośrednio zwiększać podaży własnej waluty. Jednym z wyjaśnień była chęć uniknięcia dodatkowych napięć na amerykańskim rynku obligacji. Sama operacja chwilowo ciążyła euro.

Fundamentalnie sytuacja strefy euro wygląda niejednoznacznie. Lipcowy PMI przemysłu wzrósł do 51,9 pkt, a produkcja osiągnęła najlepsze tempo od ponad czterech lat. Problem polega jednak na tym, że firmy realizowały głównie wcześniejsze zamówienia, podczas gdy napływ nowych pozostawał słaby. Inflacja w strefie euro wyniosła około 2,9%, czyli nadal była wyższa od celu EBC. Po słabych danych z USA sytuacja euro wyraźnie się poprawiła i EUR/USD wzrósł w okolice 1,156. Europejska waluta dostała więc wsparcie przede wszystkim nie dlatego, że gospodarka nagle zachwyciła, lecz dlatego, że dolar stracił swój wcześniejszy atut.

Dolar nowozelandzki – NZD

Nowozelandzki dolar miał kilka powodów do nerwowości. Najważniejszym lokalnym wydarzeniem był raport z rynku pracy. Bezrobocie w drugim kwartale wzrosło do 5,6%, czyli najwyższego poziomu od 2015 roku. Na pierwszy rzut oka brzmi to bardzo źle, jednak sytuacja jest bardziej skomplikowana, ponieważ zatrudnienie jednocześnie wzrosło o 0,5%. Wzrost bezrobocia był częściowo skutkiem zwiększenia liczby osób aktywnie poszukujących pracy. Mimo wszystko dane pokazują, że gospodarka Nowej Zelandii pozostaje słaba, a liczba osób chętnych do pracy jest większa niż zapotrzebowanie przedsiębiorstw.

Paradoks polega na tym, że inflacja wynosi jednocześnie około 4,1%, czyli znacznie przekracza przedział celu banku centralnego wynoszący 1-3%. Reserve Bank of New Zealand ma więc niewygodny wybór: słaby rynek pracy sugerowałby ostrożność, ale wysoka inflacja przemawia za dalszym podnoszeniem stóp. Rynek nadal bierze pod uwagę kolejną podwyżkę. Ta sprzeczność powoduje, że NZD reaguje bardzo nerwowo zarówno na lokalne dane, jak i na globalny apetyt na ryzyko.

Real brazylijski – BRL

Brazylia dostarczyła jednego z najważniejszych wydarzeń wśród gospodarek rozwijających się. Bank centralny po raz czwarty z rzędu obniżył stopy procentowe, tym razem o 25 punktów bazowych, sprowadzając główną stopę Selic do 14%. To nadal niezwykle wysoki poziom w porównaniu z większością świata, ale kierunek zmian jest jednoznaczny: Brazylia zaczyna stopniowo wychodzić z bardzo restrykcyjnej polityki pieniężnej.

Dla reala ma to dwojakie znaczenie. Wysokie stopy przez długi czas zachęcały inwestorów zagranicznych do trzymania brazylijskich aktywów, ponieważ mogli uzyskiwać wysokie oprocentowanie. Obniżki stopniowo zmniejszają tę przewagę. Z drugiej strony bank centralny działa bardzo ostrożnie, dzięki czemu nie wywołuje wrażenia, że zamierza szybko „zalać” gospodarkę tanim pieniądzem. Inflacja spada, ale wciąż pozostaje problemem, a władze monetarne podkreślają również zagrożenie wynikające z wysokich oczekiwań inflacyjnych oraz polityki fiskalnej. W efekcie real nie został mocno ukarany za samą obniżkę. Inwestorzy widzą ją bardziej jako normalizację po ekstremalnie wysokich stopach niż początek agresywnego luzowania.

Peso meksykańskie – MXN

Meksykańskie peso pozostaje interesującą walutą między innymi dlatego, że przez znaczną część ostatnich miesięcy korzystało z wysokich stóp procentowych i zainteresowania inwestorów tak zwanym carry trade. W ostatnich dniach głównym wydarzeniem była decyzja Banco de México o pozostawieniu głównej stopy procentowej na poziomie 6,5%. Bank nie tylko nie obniżył oprocentowania, ale jego komunikat był nieco ostrożniejszy, niż mogliby oczekiwać zwolennicy szybkich cięć.

Jednocześnie lipcowa inflacja spadła do najniższego poziomu od ponad sześciu lat. Nie oznacza to jednak, że problem cen został rozwiązany. Banxico przesunął przewidywany moment trwałego powrotu inflacji do celu 3% aż na czwarty kwartał 2027 roku. Dla peso jest to mieszanka raczej korzystna: inflacja spada, gospodarka w drugim kwartale odbiła o 1,5%, a stopy pozostają stosunkowo wysokie. Z drugiej strony Meksyk jest niezwykle silnie związany gospodarczo z USA, więc każdy sygnał spowolnienia amerykańskiej gospodarki może szybko zacząć działać na peso w przeciwną stronę.

Polski złoty – PLN

Złoty nie był tym razem źródłem gwałtownego ruchu porównywalnego z jenem czy dolarem kanadyjskim, ale pozostawał ciekawy ze względu na połączenie sytuacji krajowej i zmian na światowych rynkach. Polska waluta wciąż funkcjonuje w środowisku, w którym stopa referencyjna NBP wynosi 3,75%. RPP pozostawiła ją ostatnio bez zmian, a lipcowa projekcja NBP podniosła oczekiwania dotyczące inflacji w stosunku do wcześniejszych przewidywań. Bank prognozuje obecnie około 2,9% inflacji na koniec 2026 roku i wzrost gospodarczy w pobliżu 3,7%.

Dla złotego ważne jest, że polska gospodarka nadal rośnie wyraźnie szybciej niż wiele gospodarek zachodnioeuropejskich. Z drugiej strony Polska pozostaje importerem energii, dlatego wysokie ceny ropy i gazu związane z konfliktem na Bliskim Wschodzie nie są dla PLN korzystne. W lipcu złoty schodził wcześniej do najsłabszych poziomów wobec euro od kilkunastu miesięcy, ale brak dalszego szybkiego cięcia stóp przez NBP pomógł go ustabilizować. W ostatnich dniach osłabienie dolara i poprawa nastrojów na rynkach globalnych tworzyły dla PLN bardziej sprzyjające otoczenie, choć nie było to spektakularne umocnienie.

Juan chiński – CNY

W przypadku juana uwagę zwraca duży kontrast pomiędzy bardzo mocnym eksportem Chin a nadal słabym popytem wewnętrznym. Lipcowy eksport wzrósł aż o 23,9% rok do roku, a import o 27,5%. Szczególnie dobrze wyglądały branże związane ze sztuczną inteligencją i półprzewodnikami. Eksport chipów niemal się podwoił, a sprzedaż produktów zaawansowanych technologicznie wzrosła o ponad 40%. To daje chińskiej gospodarce potężną podporę mimo słabości konsumentów i inwestycji krajowych.

Druga strona obrazu jest znacznie mniej efektowna. Według ankiety Reutersa nowe kredyty bankowe mogły w lipcu spaść do zaledwie około 45 mld juanów wobec 1,61 bln miesiąc wcześniej. To pokazuje, że przedsiębiorstwa i konsumenci wciąż nie palą się do pożyczania i wydawania pieniędzy. Sam juan pozostaje walutą silnie zarządzaną przez bank centralny, dlatego reaguje na dane spokojniej niż dolar australijski czy jen. Nastroje wobec CNY jednak poprawiły się, a Reuters wskazywał, że pozycjonowanie inwestorów wobec juana było najbardziej pozytywne od około sześciu tygodni.

Frank szwajcarski – CHF

Frank pozostaje klasyczną walutą, do której kapitał ucieka, gdy inwestorzy obawiają się problemów na świecie. Obecny konflikt na Bliskim Wschodzie nadal podtrzymuje zainteresowanie CHF, ale dla samej Szwajcarii nadmiernie mocna waluta staje się coraz większym problemem. Dobrym symbolem sytuacji była propozycja utworzenia specjalnego funduszu ochronnego dla szwajcarskich eksporterów, który miałby pomagać firmom w przypadku dalszego silnego wzrostu wartości franka. Dla przedsiębiorstwa produkującego w Szwajcarii, a sprzedającego za granicą, każdy wzrost CHF oznacza bowiem, że jego towary stają się droższe.

Jednocześnie Szwajcaria praktycznie nie ma problemu z wysoką inflacją. W lipcu wzrost cen zwolnił z 0,5% do zaledwie 0,4% rok do roku. Stopa SNB pozostaje na poziomie 0%. Bank centralny ma więc ograniczone pole do tradycyjnego obniżania stóp, jeśli chciałby osłabić walutę. Właśnie dlatego rynek stale bierze pod uwagę możliwość interwencji walutowych. Frank jest więc ciekawym przypadkiem: dla inwestorów jest atrakcyjnym bezpiecznym aktywem, ale dla własnej gospodarki jego siła zaczyna być coraz bardziej niewygodna.

Funt brytyjski – GBP

Funt miał znacznie spokojniejsze dni niż jen czy dolar, ale otoczenie gospodarcze Wielkiej Brytanii jest dalekie od spokojnego. GBP poruszał się niewiele zarówno wobec dolara, jak i euro, ponieważ inwestorzy czekali przede wszystkim na dane z USA oraz rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie. W piątek przed publikacją danych z USA funt kosztował około 1,344 dolara. Brak mocniejszego krajowego impulsu sprawiał, że to ruch dolara w dużej mierze decydował o zachowaniu GBP/USD.

Brytyjska gospodarka pozostaje szczególnie wrażliwa na ceny energii. Analitycy EY ostrzegali nawet, że długotrwałe zakłócenia żeglugi przez cieśninę Ormuz mogłyby doprowadzić Wielką Brytanię do recesji w 2027 roku. Tymczasem lipcowy PMI przemysłu spadł do 51,9 pkt z 52,5, choć nadal pozostaje powyżej granicy 50 oznaczającej wzrost aktywności. Bank Anglii utrzymuje ostrożną politykę, ponieważ musi jednocześnie uważać na inflację napędzaną energią i na słabe tempo wzrostu gospodarczego. Dlatego funt na razie raczej czeka na kolejny silniejszy impuls, niż sam go tworzy.

Dolar australijski – AUD

Dolar australijski tradycyjnie bardzo mocno reaguje na dwa czynniki: oczekiwania dotyczące stóp procentowych w Australii oraz kondycję Chin, które są największym partnerem handlowym kraju. W ostatnich dniach oba te elementy działały w różne strony. Z jednej strony opublikowane wcześniej dane pokazały, że inflacja w drugim kwartale była niższa od prognoz. To zmniejszyło presję na dalsze szybkie podnoszenie stóp przez Reserve Bank of Australia. Bank podniósł już oprocentowanie trzykrotnie w 2026 roku i rynek oczekuje obecnie, że zrobi przerwę.

Z drugiej strony Australii pomagają bardzo mocne dane dotyczące chińskiego eksportu oraz okresowa poprawa apetytu na ryzyko. AUD jest bowiem często kupowany, gdy inwestorzy spodziewają się dobrej koniunktury w Azji i rosnącego popytu na surowce. W ostatnich dniach poprawa nastrojów związana z nadziejami na zmniejszenie napięć na Bliskim Wschodzie potrafiła wyraźnie wzmacniać australijską walutę. Jej dalszy kierunek będzie jednak mocno zależał od tego, czy RBA rzeczywiście uzna, że trzy tegoroczne podwyżki stóp wystarczą do uspokojenia inflacji.

Rand południowoafrykański – ZAR

Rand skorzystał przede wszystkim na dwóch wydarzeniach globalnych. Pierwszym było osłabienie dolara, które zwykle pomaga walutom rynków wschodzących. Drugim była bardzo wysoka cena złota. Republika Południowej Afryki pozostaje znaczącym producentem surowców, dlatego wzrost cen metali poprawia perspektywy przychodów eksportowych i może wspierać lokalną walutę. W piątek rand lekko się umacniał jeszcze przed publikacją amerykańskich danych o zatrudnieniu właśnie dzięki mocnemu złotu.

Po słabym raporcie z USA środowisko stało się dla ZAR jeszcze korzystniejsze: dolar spadł, a złoto gwałtownie wzrosło. Kruszec zyskał w ostatnich dniach około 7%, osiągając najsilniejszą zwyżkę od wielu miesięcy. Rand nadal pozostaje jednak walutą ryzykowną. Gdy pojawia się strach, inwestorzy szybko wycofują kapitał z gospodarek rozwijających się i przenoszą go do dolara, franka lub jena. Dlatego obecne umocnienie ZAR jest mocno zależne od utrzymania dobrych nastrojów na światowych rynkach oraz wysokich cen złota.

Lira turecka – TRY

Lira pozostaje walutą, w przypadku której najważniejszym tematem jest ciągle walka z inflacją i odbudowywanie zaufania do polityki gospodarczej. W ostatnich dniach pojawiły się kolejne sygnały, że turecka gospodarka odczuwa skutki wysokich kosztów pieniądza oraz słabego popytu. Lipcowy PMI przemysłu wyniósł 47,7 pkt. Był nieco wyższy niż 47,1 w czerwcu, ale nadal wyraźnie poniżej 50 pkt, czyli poziomu oznaczającego wzrost. Spadała produkcja, nowe zamówienia i zatrudnienie.

Pozytywną informacją było natomiast dalsze łagodzenie presji kosztowej. Wzrost cen surowców i materiałów był najwolniejszy od listopada 2025 roku, a firmy podnosiły ceny swoich produktów w najwolniejszym tempie w całym 2026 roku. Dla liry jest to ważne, ponieważ zmniejszenie inflacji jest warunkiem odzyskania stabilności. Problem w tym, że waluta przez wiele lat systematycznie traciła wartość, a inwestorzy potrzebują długiego okresu konsekwentnej polityki, aby ponownie jej zaufać. Dlatego każde słabsze dane gospodarcze są obecnie oceniane przez pryzmat pytania: czy Turcja zdoła obniżać inflację bez wywołania zbyt głębokiego spowolnienia?

Korona norweska – NOK

Korona norweska ponownie pozostawała przede wszystkim zakładnikiem rynku ropy. Norwegia jest jednym z najważniejszych producentów ropy i gazu w Europie, dlatego wzrost cen energii zwykle pomaga NOK, a spadek działa w odwrotnym kierunku. W ostatnich dniach sytuacja była wyjątkowo zmienna. Konflikt na Bliskim Wschodzie oraz zagrożenie dla transportu przez cieśninę Ormuz powinny teoretycznie wspierać ceny ropy, ale jednocześnie pojawiały się informacje o możliwych negocjacjach i rozwiązaniu pozwalającym zwiększyć bezpieczeństwo żeglugi. W piątek Brent ponownie spadł w okolice 82 dolarów za baryłkę.

Dodatkowo rynek zaczyna spoglądać na Norges Bank. Norweski bank centralny ma w najbliższym czasie podjąć decyzję w sprawie stóp i oczekuje się pozostawienia ich bez zmian. Inflacja bazowa ostatnio zwolniła, więc presja na kolejne podwyżki jest mniejsza. Dla NOK oznacza to mniej wsparcia ze strony stóp procentowych, a więcej zależności od ropy. Korona może więc pozostawać jedną z bardziej nerwowych europejskich walut, dopóki sytuacja energetyczna na Bliskim Wschodzie nie stanie się bardziej przewidywalna.

Podsumowanie rynku walut

Upływające dni przyniosły przede wszystkim powrót ogromnej zmienności na jenie i gwałtowną zmianę nastawienia wobec dolara. Wspólna interwencja Japonii i USA pokazała, że granica tolerancji dla bardzo słabego JPY została osiągnięta. Później zaskakująco słaby amerykański rynek pracy sprawił, że inwestorzy zaczęli ponownie zastanawiać się, czy Fed rzeczywiście będzie mógł szybko podnosić stopy. To osłabiło dolara i pomogło wielu innym walutom.

Drugą charakterystyczną cechą ostatnich dni były ogromne różnice między gospodarkami. Kanada pokazała świetne dane o zatrudnieniu, podczas gdy USA rozczarowały. Nowa Zelandia ma najwyższe bezrobocie od ponad dekady, lecz jednocześnie zbyt wysoką inflację. Brazylia już obniża stopy, Meksyk zrobił przerwę, Australia prawdopodobnie również przestanie je na razie podnosić, a Japonia musi wręcz wspierać swoją walutę bezpośrednią interwencją.

W tle pozostaje Bliski Wschód. Ropa wciąż potrafi gwałtownie reagować na informacje dotyczące Iranu i cieśniny Ormuz. Ma to znaczenie nie tylko dla korony norweskiej czy dolara kanadyjskiego, lecz także dla inflacji w Europie, Wielkiej Brytanii, Polsce i Nowej Zelandii. W praktyce oznacza to, że rynek walutowy nadal może bardzo szybko zmieniać kierunek: jedna publikacja z USA lub jedna wiadomość dotycząca transportu ropy może wystarczyć do wywołania dużego ruchu.

Jeśli potrzebujesz kupić lub sprzedać waluty zapraszamy do naszego kantoru w Bydgoszczy. Mamy aż 32 waluty w super cenach!

Kantor Cent Bydgoszcz ul. Dworcowa 39
róg ul. Dworcowej i Marcinkowskiego

Tel. 52 349 38 78

Tel. 52 551 31 94

Kom. 512 381 696


Data publikacji 7 sierpnia 2026