Jen pod ostrzałem, lira w defensywie, a złoty stabilny

Ten tydzień pokazał, że dolar nie jest już jednoznacznym królem walut, ponieważ w szerszym ujęciu lekko słabnie, ale nadal dominuje nad walutami o bardzo niskich stopach, jak jen.

Jen jest pod silną presją, z widmem interwencji w tle – Japonia ma coraz mniej komfortu przy tak słabej walucie.
Europa (euro, funt, frank) żyje perspektywą cięć stóp i politycznymi zawirowaniami, co raczej studzi euforię wokół EUR i GBP, ale nie powoduje paniki.

Waluty surowcowe (CAD, AUD, NOK, częściowo ZAR) reagują na mieszankę cen ropy/metali i globalnego sentymentu. Australia radzi sobie lepiej niż Nowa Zelandia, Norwegia nie wykorzystuje w pełni potencjału ropy, za to RPA błyszczy reformą celu inflacyjnego.

Rynki wschodzące są zróżnicowane: rand i peso są gwiazdami dzięki wysokim stopom i makro-reformom, złoty trzyma się solidnie dzięki atrakcyjnemu oprocentowaniu i względnej stabilności, a lira turecka nadal straszy swoją słabością mimo poprawy w inflacji.

A bardziej szczegółowo najważniejsze z walut:

USD – dolar amerykański

W tle rynku walut wciąż krąży temat amerykańskiego shutdownu i jego finału, który poprawia globalny nastrój i sprzyja walutom „ryzykownym” kosztem dolara. Jednocześnie inwestorzy cały czas grają pod obniżki stóp w USA, bo wcześniejsze dane z gospodarki były chłodniejsze, a część analiz widzi dolara raczej w lekkim trendzie spadkowym w szerszym horyzoncie. W tym tygodniu dolar nie jest jednolicie słaby ani jednolicie silny, traci np. do peso meksykańskiego czy randa, ale zyskuje do jena, który ma własne problemy (o tym niżej).

Kiedy mówimy, że dolar „słabnie”, chodzi o to, że za 1 USD dostajemy mniej jednostek innej waluty, np. mniej peso czy złotówek. A kiedy jest „mocny”, za dolara możemy wymienić więcej obcej waluty. Teraz rynek trochę odpuszcza dolara, bo jeśli Fed faktycznie zacznie ciąć stopy, to trzymanie kapitału w USD jest mniej atrakcyjne, odsetki spadają, a inwestorzy rozglądają się za lepszymi zwrotami gdzie indziej. Z drugiej strony, dolar zawsze ma w zanadrzu kartę „bezpiecznej przystani”: jeśli coś znów pójdzie źle (polityka, dane, geopolityka), kapitał lubi do niego uciekać. Ten tydzień jest więc nie tyle o spektakularnym rajdzie USD, co o szukaniu równowagi między oczekiwaniami na niższe stopy a tym, że amerykańska gospodarka wciąż jest relatywnie mocna na tle reszty świata.

EUR – euro

W strefie euro rynek żyje głównie pytaniem: jak szybko EBC zacznie ciąć stopy i czy gospodarka Eurolandu wreszcie odbije, zwłaszcza dzięki bardziej ekspansywnej polityce fiskalnej w Niemczech. Kilka dużych domów maklerskich widzi przestrzeń do stopniowego umocnienia euro wobec dolara w kolejnych kwartałach, wraz z poprawą koniunktury w Europie i lekkim osłabieniem USD. W tym konkretnym tygodniu EUR/USD nie robi rewolucji – kurs kręci się raczej w konsolidacji przy wcześniejszych dołkach, a ruchy są uzależnione od danych (inflacja, nastroje, produkcja) i od tego, co dzieje się w USA.

Dla kogoś, kto patrzy na euro bardziej „życiowo”: słabsze euro jest korzystne dla eksporterów z Eurolandu (łatwiej sprzedawać towar za granicę), ale dla zwykłego mieszkańca oznacza droższy import – paliwa, elektroniki, surowców. W tym tygodniu rynek trochę zaczyna grać scenariusz, że najgorsze w europejskiej gospodarce mamy za sobą, choć nadal jest daleko do euforii. Dla par takich jak EUR/PLN oznacza to, że każdy sygnał poprawy w Eurolandzie i jednocześnie gołębszy Fed może pchać euro lekko w górę wobec złotego – ale na razie ruchy są raczej umiarkowane niż dramatyczne.

JPY – jen japoński

Jen jest jedną z najciekawszych historii tygodnia. USD/JPY dobija w okolice poziomów, na których Japonia już wcześniej interweniowała, a władze znów zaczynają ostrzegać rynek, że zbyt słaby jen szkodzi gospodarce.  Mówimy o rejonie ok. 155 jenów za dolara, co jest dla wielu japońskich firm niewygodne – import (np. energia) robi się bardzo drogi, a to podbija inflację. Rząd i Bank Japonii balansują między chęcią wspierania eksportu (słabsza waluta pomaga eksporterom) a strachem przed inflacją i niezadowoleniem społecznym.

Jen zachowuje się trochę jak waluta w permanentnej promocji – od lat traci, bo Japonia bardzo wolno wychodzi z polityki ultra-niskich stóp procentowych. Przy niemal zerowym oprocentowaniu jena i dużo wyższych stopach np. w USA, opłaca się pożyczać tanie jeny i inwestować w waluty o wyższej stopie zwrotu (tzw. carry trade). Dopóki Bank Japonii nie uderzy mocniej w stół i wyraźnie nie podniesie stóp, popyt na jena jako „bezpieczną przystań” jest ograniczony. Ten tydzień to głównie strachy przed interwencją – rynek testuje cierpliwość Tokio, a analitycy zastanawiają się, czy decyzja o wejściu na rynek pojawi się przy 157–160, czy Japonia będzie liczyć na samo „odstraszanie słowem”.

GBP – funt brytyjski

Funt ma tydzień, w którym dane z rynku pracy i gospodarki Wielkiej Brytanii nie rzucają na kolana, a inwestorzy coraz odważniej wyceniają przyszłe cięcia stóp przez Bank Anglii. Jednocześnie na scenie politycznej pojawia się szum wokół przywództwa premiera Keira Starmera, co nie pomaga nastrojom wokół funta. Z jednej strony widzimy rekordowe poziomy brytyjskiego indeksu FTSE 100 (bo niższe stopy wspierają wyceny akcji), z drugiej – sam funt jest raczej lekko pod presją, bo kapitał lubi stabilność i wysokie realne stopy.

Dla osób myślących praktycznie: słabszy funt to droższe wakacje i zakupy za granicą dla Brytyjczyków, ale też pewna ulga dla eksporterów z UK. W relacji z dolarem para GBP/USD w tym tygodniu próbuje odbijać od ostatnich minimów, lecz każdy wzrost szybko spotyka się ze sprzedażą, bo na horyzoncie widać perspektywę bardziej gołębiego Banku Anglii. O funta można myśleć jak o walutę, która jest trochę uwięziona między słabszą europejską gospodarką a amerykańską siłą – kiedy USA wyglądają lepiej, dolar wygrywa, kiedy Europa się poprawia, funt potrafi zyskiwać do euro, ale skala ruchów jest ograniczana przez krajowe problemy.

CHF – frank szwajcarski

Frank, jak zwykle, gra swoją rolę super-bezpiecznej waluty. Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) od kilku miesięcy jest bardziej gołębi, a inflacja w Szwajcarii jest niska na tle reszty świata, więc presja na dalsze utrzymywanie wysokich stóp jest ograniczona. To sprawia, że frank nie ma już takiego „dopingu” z tytułu oprocentowania jak kiedyś, ale w tydzień pełen politycznych i makroekonomicznych zawirowań na świecie inwestorzy nadal traktują CHF jako parkowanie kapitału w razie problemów.

W tym tygodniu nie ma jednego dużego wydarzenia typowo „frankowego” – ruchy EUR/CHF czy USD/CHF wynikają raczej z tego, co dzieje się z euro i dolarem. Jeśli na świecie jest spokojniej, frank ma tendencję do lekkiego osłabiania się, bo inwestorzy przerzucają kapitał w stronę bardziej dochodowych rynków. Jeśli nagle pojawia się stres (wojna, kryzys, nowy szok), CHF prawie automatycznie się wzmacnia. Obecnie mamy mieszankę łagodniejszego dolara i umiarkowanie słabego euro, więc frank oscyluje między nimi, nie robiąc spektakularnych ruchów – ale cały czas pozostaje ważnym barometrem globalnego strachu.

CAD – dolar kanadyjski

Dolar kanadyjski żyje głównie tym, co dzieje się z cenami ropy naftowej i oczekiwaniami wobec Banku Kanady. W tym tygodniu rynek testuje, czy ropa po wcześniejszych wahaniach potrafi znów pójść wyżej, czy jednak globalne spowolnienie przyhamuje popyt. CAD tradycyjnie reaguje na te nastroje: gdy sentyment do surowców i ryzyka jest dobry, kanadyjska waluta zyskuje, gdy pojawia się strach, CAD słabnie wraz z innymi „commodity currencies” jak AUD czy NOK.

Bank Kanady jest w podobnej sytuacji jak wielu innych – inflacja spada, ale nie tak szybko, jakby chciano, a gospodarka łapie zadyszkę. Dla przeciętnego inwestora oznacza to, że USD/CAD krąży wokół strefy, którą rynek zna już od miesięcy, bez jasnego trendu. Osoba handlująca krótkoterminowo widzi w tym tygodniu raczej okazje do gry w konsolidacji niż wielkie odwrócenie. Na poziomie makro CAD pozostaje walutą, która może miło zaskoczyć, jeśli ropa dostanie mocniejszy impuls w górę, ale w tym tygodniu opowieść jest raczej o spokojnym bujaniu się wraz z dolarem i nastrojami na rynku akcji, niż o wielkim wybiciu.

AUD – dolar australijski

AUD to klasyczna waluta ryzyka – korzysta, gdy świat wierzy w wzrost globalny i rosnące zapotrzebowanie na surowce, a cierpi, gdy pada hasło „recesja” albo „kryzys”. Ten tydzień przynosi poprawę nastrojów po stronie globalnego ryzyka, co generalnie sprzyja AUD, ale równocześnie rynek wie, że Bank Rezerw Australii ma ograniczone pole do dalszego zacieśniania polityki, a chińska gospodarka wciąż nie wróciła na dawne tempo.

Przekładając to na prosty język: jeśli rośnie apetyt na ryzyko, fundusze chętniej kupują AUD, bo stopy w Australii są relatywnie wysokie, a gospodarka jest mocno powiązana z surowcami. W tym tygodniu AUD zyskuje trochę do dolara, ale ruchy nie są ogromne – to raczej kontynuacja łagodnej poprawy po wcześniejszych spadkach. Dla pary AUD/PLN oznacza to, że złoty i dolar australijski trochę „walczą o miano lubianej waluty ryzyka”; wynik tej walki zależy od tego, czy inwestorzy patrzą bardziej na lokalne fundamenty (np. polityka w Polsce) czy na globalny obraz surowców i Chin.

NZD – dolar nowozelandzki

Nowozelandzki dolar jest w tym tygodniu w nieco gorszej formie niż jego australijski kuzyn. Rynek spodziewa się, że bank centralny Nowej Zelandii może szybciej złagodzić ton ze względu na miękkie dane z gospodarki i słabsze oczekiwania inflacyjne, które pojawiły się w ostatnich publikacjach. NZD w takim otoczeniu ma problem, żeby mocno rosnąć, nawet jeśli globalny sentyment do ryzyka jest niezły, bo inwestorzy wolą waluty, gdzie stopy procentowe pozostaną wysokie dłużej.

Jeśli kraj ma perspektywę szybszych cięć stóp, odsetki od lokat i obligacji w tej walucie prawdopodobnie spadną, więc duży kapitał może przenieść się gdzie indziej. Tydzień przynosi więc raczej osłabienie NZD wobec bardziej lubianych walut ryzyka oraz utrzymywanie się NZD na niskich poziomach wobec AUD. To pokazuje, że nawet w grupie „podobnych” walut (obie zależne od surowców, obie z regionu Pacyfiku) rynek potrafi wybrać faworyta na podstawie drobnych różnic w polityce banków centralnych i kondycji gospodarki.

CNY – juan chiński

Juan chiński jest zwykle mniej zmienny w ciągu pojedynczego tygodnia, bo kurs jest silnie zarządzany przez Ludowy Bank Chin, ale to nie znaczy, że nic się nie dzieje. W listopadzie większy obraz jest taki, że chińska waluta pozostaje pod presją – Chiny próbują stymulować gospodarkę, a część inwestorów wciąż martwi się o sektor nieruchomości i ogólne spowolnienie. Jednocześnie w otoczeniu słabszego dolara presja ta nie jest już tak dramatyczna jak w poprzednich latach.

W tym tygodniu juan lekko się stabilizuje – władze nie chcą dopuścić do zbyt gwałtownego osłabienia, bo to mogłoby nasilić odpływ kapitału i niepokój partnerów handlowych. Dla przeciętnej osoby ważne jest to, że kurs CNY wpływa na ceny towarów „made in China” – słabszy juan obniża ich koszt w innych walutach, mocniejszy – podnosi. Z perspektywy globalnego rynku walut juan jest obecnie trochę jak ciężki tankowiec – nie wykonuje ostrych zakrętów z tygodnia na tydzień, ale jego powolne przesunięcia mają ogromny wpływ na cały układ sił w handlu i na waluty rynków wschodzących powiązanych z Chinami.

SEK – korona szwedzka

W Szwecji mieliśmy niedawno aktualizację polityki pieniężnej Riksbanku, gdzie bank centralny balansuje między wciąż relatywnie wysoką inflacją a wyraźnym spowolnieniem gospodarki. W raporcie z początku listopada bank pokazał, że korona jest wrażliwa na zmiany w indeksie KIX (ważona średnia wobec USD, EUR, GBP i NOK) i że jej wcześniejsze osłabienie pomagało trochę gospodarce, ale mocno uderzało w inflację.Riksbank+1 W tym tygodniu SEK trochę się umacnia – m.in. wobec NOK – co widać po parze SEK/NOK, która jest wyżej niż rok temu.

Korona szwedzka jest klasyfikowana jako waluta z grupy „północnych Europy”, często pakowana do jednego woreczka z koroną norweską i duńską. Ale rynek patrzy na nią inaczej niż na NOK, bo Szwecja nie jest eksporterem ropy, tylko gospodarką bardzo zależną od przemysłu i konsumpcji wewnętrznej. W tym tygodniu inwestorzy czytają raporty Riksbanku i zastanawiają się, czy bank będzie musiał ciąć stopy szybciej, czy jednak będzie czekał. Efekt jest taki, że SEK nie jest ani supermocny, ani super słaby – ale fakt, że bije NOK, mówi nam, że Szwecja jest postrzegana minimalnie lepiej niż Norwegia, jeśli chodzi o równowagę między inflacją a wzrostem.

NOK – korona norweska

Korona norweska to klasyczny przykład waluty, która żyje cenami ropy i gazu oraz tym, jak rynek patrzy na politykę norweskiego banku centralnego. W tym roku NOK był często sprzedawany, gdy inwestorzy uciekali od ryzyka, mimo że Norwegia ma bardzo mocne fundamenty (ogromny fundusz majątkowy). W 2025 r. SEK zyskuje wobec NOK, co pokazuje, że korona norweska nie jest faworytem rynku w grupie „skandynawów”.

W tym tygodniu NOK ma za sobą mieszaną sesję: z jednej strony pomagają jej wzrosty ropy, z drugiej – globalny kapitał wybiera raczej dolara, euro czy nawet SEK jako bardziej płynne i przewidywalne. Dla kogoś, kto patrzy na wykres NOK/PLN: to waluta, która potrafi robić duże ruchy, ale teraz jej zachowanie jest trochę przygaszone – bardziej reaguje na zmiany nastrojów wokół surowców i ogólnego „risk-on / risk-off”, niż na lokalne newsy z Norwegii. Jeśli ropa w kolejnych tygodniach dostanie mocniejszy impuls, NOK może pozytywnie zaskoczyć, ale ten konkretny tydzień jest raczej etapem szukania dna niż pewnego trendu wzrostowego.

PLN – złoty polski

Przechodzimy do naszego podwórka. Złoty ma za sobą tydzień, w którym PLN pozostaje względnie stabilny wobec głównych walut, a ruchy są raczej kosmetyczne niż dramatyczne. Kurs USD/PLN oscyluje w okolicach 3,63–3,66, a EUR/PLN w pobliżu 4,23, co potwierdzają zarówno serwisy rynkowe, jak i dane EBC oraz Wise. W tle mamy świeżą decyzję RPP z początku miesiąca i fakt, że wcześniejsze oczekiwania na bardzo agresywne cięcia stóp nie do końca się zmaterializowały, co złotemu pomaga – wysokie realne stopy nadal przyciągają kapitał portfelowy.

Dopóki Polska oferuje wyższe odsetki niż Zachód, a jednocześnie nie widać poważnego kryzysu politycznego czy gospodarczego, złoty jest dla inwestorów kuszącą walutą do „parkowania” środków, szczególnie w obligacjach. Ten tydzień pokazuje, że PLN potrafi być jednym z mocniejszych graczy regionu CEE – mimo że globalnie waluty rynków wschodzących lekką ręką są sprzedawane, złoty trzyma się dobrze. Ryzyka? Oczywiście – wrażliwość na globalny sentyment (jeśli dolar nagle się umocni, PLN szybko to poczuje) oraz krajowe czynniki polityczne i budżetowe. Ale ogólny przekaz z tego tygodnia jest taki: złoty potrafi być stabilną, a momentami wręcz „silną” walutą emerging markets.

MXN – peso meksykańskie

Peso ma naprawdę ciekawy tydzień. Po serii sześciu wzrostowych sesji meksykańska waluta dochodzi do najsilniejszych poziomów wobec dolara od sześciu tygodni, a dopiero dziś widzimy lekką korektę. Kluczowe powody: bardzo wysokie stopy procentowe w Meksyku, które czynią z MXN ulubieńca strategii carry trade, oraz poprawa nastrojów po zakończeniu amerykańskiego shutdownu. W efekcie USD/MXN w ostatnich dniach spada poniżej 18,50, a nawet w stronę 18,30, co jeszcze niedawno wydawało się trudne do osiągnięcia.

Dla prostego obserwatora: jeśli widzisz nagłówki, że „peso zyskuje”, to znaczy, że za jednego dolara dostajemy mniej peso – czyli waluta Meksyku się umacnia. To pomaga w walce z inflacją (import jest tańszy), ale dla meksykańskich eksporterów i turystyki nie zawsze jest to dobra wiadomość. Ten tydzień to pokaz siły MXN na tle innych walut rynków wschodzących – podczas gdy część EM FX ma problemy, peso korzysta z kombinacji: wysokich stóp, niezłych danych eksportowych i ogólnie lepszego „story” gospodarki. Rynek oczywiście wie, że tak mocna waluta może kiedyś odbić się czkawką, więc obecne umocnienie może być okazją do realizacji zysków – stąd dzisiejsza niewielka korekta po imponującym rajdzie.

TRY – lira turecka

Lira pozostaje jedną z najsłabszych walut świata, mimo że inflacja zaczęła wreszcie schodzić szybciej, niż oczekiwano, co rynek odebrał jako sukces bardziej ortodoksyjnej polityki banku centralnego. W praktyce jednak kurs USD/TRY nadal rośnie – w tym tygodniu okolice 42 lir za dolara to już niemal norma, a w ostatnim miesiącu lira osłabiła się o ponad 1%, będąc świeżo po historycznych minimach. Do tego dochodzą kwestie wizerunkowe: FATF sprawdza po „wyjściu z szarej listy”, czy Turcja faktycznie poprawiła system przeciwdziałania praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu.

Jeśli kurs dolara rośnie z 20 do 40 lir, to oznacza, że oszczędności w lokalnej walucie dramatycznie tracą siłę nabywczą wobec dóbr importowanych. Mimo że bank centralny podniósł stopy procentowe, zaufanie do liry jest wciąż ograniczone – ludzie i firmy chętnie trzymają środki w dolarze czy euro. Ten tydzień nie przynosi przełomu: lira dalej jest pod presją, okresowe „oddechy” po lepszych danych o inflacji szybko wygaszają się, bo rynek pamięta lata niestandardowej polityki. W relacji do złotego (TRY/PLN) widzimy to w formie systematycznego osłabiania się liry – za tę samą kwotę w PLN można dziś kupić znacznie więcej lir niż jeszcze kilka lat temu.

ZAR – rand południowoafrykański

Rand w tym tygodniu jest jedną z gwiazd rynków wschodzących. Dlatego trafił na to podsumowanie. USD/ZAR przebija poziom 17,00 w dół, co oznacza wyraźne umocnienie randa – to pierwsze zejście poniżej tej bariery od 2022 r. Seria wydarzeń sprzyja walucie: lepsze nastroje globalne, oczekiwania na pozytywny przegląd budżetu, a potem bardzo ważna decyzja rządu o obniżeniu celu inflacyjnego z 4,5% do 3%, co rynek uznał za poważną reformę pro-stabilność. To zwiększa zaufanie do polityki makroekonomicznej kraju, a część analityków zaczyna spekulować o możliwej poprawie ratingu kredytowego przez S&P.

W końcówce tygodnia mamy lekką korektę – rand oddaje część zysków i wraca w okolice 17,10 za dolara, gdy inwestorzy realizują zyski i czekają na decyzję S&P.Reuters+1 Dla mieszkańca RPA mocniejszy rand oznacza tańszy import paliwa i żywności, co może z czasem pomóc w obniżeniu inflacji i rat. Z drugiej strony, zbyt mocna waluta nie jest komfortowa dla eksporterów minerałów. Ten tydzień to dobry przykład, jak jedna, pozornie techniczna decyzja (nowy cel inflacyjny) potrafi zmienić narrację o całej gospodarce: z „kraju z wiecznie wysoką inflacją i problemami” na miejsce, które próbuje wrócić do bardziej konserwatywnej, wiarygodnej polityki – i rynek walutowy nagradza to mocniejszym kursem.

Jeśli potrzebujesz kupić lub sprzedać waluty zapraszamy do naszego kantoru w Bydgoszczy. Mamy aż 32 waluty w super cenach!

Kantor Cent Bydgoszcz ul. Dworcowa 39
róg ul. Dworcowej i Marcinkowskiego

Tel. 52 349 38 78

Tel. 52 551 31 94

Kom. 512 381 696


Data publikacji 14 listopada 2025