Dolar traci grunt, ropa dalej straszy, a banki centralne szykują zwrot

Upływające dni przyniosły na rynku walutowym wyjątkowo ciekawą mieszankę słabszego dolara, ponownego wzrostu cen ropy, rosnących obaw o inflację i coraz większych wątpliwości dotyczących tego, co w kolejnych miesiącach zrobią największe banki centralne. Tym razem rynek nie koncentrował się na jednym wydarzeniu. Inwestorzy równocześnie śledzili amerykańskie dane gospodarcze, sytuację na rynku obligacji USA, wydarzenia na Bliskim Wschodzie, ceny energii oraz sygnały płynące z Europy, Japonii, Australii i rynków wschodzących.

Szczególnie interesujące było zachowanie dolara. Teoretycznie wzrost napięcia geopolitycznego i droższa ropa powinny mu pomagać, jednak problemy amerykańskiego rynku obligacji i słabsze dane z gospodarki sprawiły, że USD przez znaczną część ostatnich dni znajdował się pod presją. Dzięki temu więcej przestrzeni do wzrostu dostało euro oraz część walut rynków wschodzących. Jednocześnie drożejąca ropa zaczęła wyraźnie dzielić świat walutowy na kraje, które na surowcach korzystają, oraz te, dla których wyższe koszty importowanej energii stają się coraz większym problemem.

Dolar amerykański – USD

Dolar był jedną z najważniejszych walut ostatnich dni, ale nie dlatego, że spektakularnie się umacniał. Wręcz przeciwnie – amerykańska waluta znalazła się pod sporą presją. Słabsza sprzedaż detaliczna, oznaki pogorszenia sytuacji na rynku pracy oraz łagodniejsze od oczekiwań dane inflacyjne spowodowały, że inwestorzy zaczęli ograniczać zakłady na kolejne podwyżki stóp procentowych przez Fed. Na początku omawianego okresu prawdopodobieństwo podwyżki na wrześniowym posiedzeniu wyraźnie spadło.

Jeszcze ważniejszy okazał się jednak rynek amerykańskich obligacji. Rosnące obawy o ogromne zadłużenie USA i zwiększoną podaż długu doprowadziły do mocnego wzrostu rentowności długoterminowych obligacji. Departament Skarbu odpowiedział zwiększeniem programu odkupu papierów skarbowych, próbując uspokoić sytuację. Efekt był jednak tylko częściowy. Z punktu widzenia przeciętnego inwestora problem jest prosty: jeżeli rynek zaczyna obawiać się, że finansowanie amerykańskiego długu będzie coraz trudniejsze i droższe, dolar traci część swojej tradycyjnej przewagi wynikającej z postrzegania go jako wyjątkowo bezpiecznej waluty. Pod koniec omawianego okresu dolar znalazł się w pobliżu trzymiesięcznych minimów.

Euro – EUR

Euro korzystało przede wszystkim z problemów dolara. Na początku omawianego okresu EUR/USD dotarł do okolic dwumiesięcznych maksimów, ponieważ słabsze dane z USA skłoniły inwestorów do ograniczenia oczekiwań dotyczących kolejnych podwyżek stóp Fed. Samo euro nie miało przy tym idealnego otoczenia gospodarczego. Europejska gospodarka nadal mierzy się z wysokimi kosztami energii, a konflikt na Bliskim Wschodzie stanowi szczególny problem właśnie dla Europy, która jest dużym importerem paliw.

Jednocześnie zmieniły się oczekiwania wobec Europejskiego Banku Centralnego. Jeszcze niedawno głównym pytaniem było, kiedy EBC zacznie łagodzić politykę. Teraz rynek rozważa dalsze zacieśnianie. Ankieta Reutersa z połowy sierpnia wskazywała, że ekonomiści spodziewają się jeszcze jednej podwyżki stóp, ponieważ wzrost cen energii odsuwa inflację od 2-procentowego celu EBC.

Dla euro oznacza to interesującą sytuację. Wyższe stopy są dla waluty korzystne, ale jeżeli powodem ich podnoszenia jest droga ropa i słaby wzrost gospodarczy, nie jest to zdrowy układ na dłuższą metę. W ostatnich dniach przewagę miała jednak pierwsza część tej historii: słaby dolar i możliwość wyższych stóp w strefie euro wspierały wspólną walutę.

Jen japoński – JPY

Jen pozostaje jedną z najbardziej niezwykłych walut 2026 roku. Po wielu miesiącach słabości sytuacja stała się na tyle poważna, że pod koniec lipca doszło do historycznej, skoordynowanej akcji Japonii i Stanów Zjednoczonych mającej powstrzymać spekulacyjną wyprzedaż jena. Według danych analizowanych przez Reutersa skala japońskiej operacji mogła sięgnąć dziesiątek miliardów dolarów.

W ostatnich dniach inwestorzy nadal bardzo ostrożnie podchodzili więc do gry przeciwko jenowi. Dochodzi do tego coraz ważniejszy drugi czynnik: Bank Japonii może ponownie podnieść stopy procentowe już we wrześniu. Źródła Reutersa wskazują, że bank rozważa również szybsze tempo późniejszego zacieśniania polityki pieniężnej.

Dla laika mechanizm jest prosty. Przez wiele lat w Japonii pieniądz był ekstremalnie tani. Inwestorzy pożyczali więc jeny i kupowali aktywa dające wyższe oprocentowanie w innych krajach. Jeżeli jednak japońskie stopy rosną, a dodatkowo istnieje ryzyko interwencji władz, taka strategia staje się znacznie mniej bezpieczna. Jen nadal jest słaby w ujęciu historycznym, ale rynek coraz mniej chętnie bezrefleksyjnie obstawia jego dalszy spadek.

Funt brytyjski – GBP

Funt rozpoczął omawiane dni w dobrej kondycji. W poniedziałek umacniał się zarówno wobec słabnącego dolara, jak i nieznacznie wobec euro. Pomagały mu wcześniejsze, lepsze od oczekiwań dane dotyczące brytyjskiego wzrostu gospodarczego. Dodatkowym wsparciem były oczekiwania, że Bank Anglii może jeszcze w tym roku podwyższyć stopy procentowe.

To jednak dość dwuznaczna wiadomość. Bank Anglii nie rozważa wyższych stóp dlatego, że brytyjska gospodarka przeżywa wyjątkowy boom, lecz dlatego, że problem inflacji pozostaje uporczywy. Dla posiadacza funta wyższe oprocentowanie brytyjskich aktywów jest atrakcyjne. Dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw oznacza jednak droższe kredyty i większe ryzyko ponownego hamowania gospodarki.

W Wielkiej Brytanii szczególnie istotna jest także cena energii. Wzrost notowań ropy związany z sytuacją na Bliskim Wschodzie może ponownie przełożyć się na transport, żywność i koszty funkcjonowania przedsiębiorstw. Funt znajduje się więc pomiędzy dwoma siłami: wspierają go oczekiwania dotyczące relatywnie wysokich stóp, ale jednocześnie te same wysokie stopy mogą z czasem zaszkodzić gospodarce.

Polski złoty – PLN

Złoty miał za sobą kilka interesujących dni. Początkowo korzystał ze słabości dolara i stosunkowo dobrego nastawienia inwestorów do walut naszego regionu, jednak późniejszy wzrost cen ropy oraz pogorszenie globalnych nastrojów zaczął mu ciążyć. W czwartek EUR/PLN przesunął się w okolice 4,32, a USD/PLN w okolice 3,70.

Co ciekawe, dane z polskiej gospodarki nie wyglądały źle. Lipcowa produkcja przemysłowa wzrosła o 5,1% rok do roku, nieco bardziej od oczekiwań, a wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw zwiększyły się o 6,8%. Jednocześnie inflacja producencka przyspieszyła do 2,8%, pokazując, że presja kosztowa ponownie może rosnąć.

Inflacja konsumencka w lipcu wyniosła natomiast 3,0% rok do roku, czyli znajdowała się stosunkowo blisko celu NBP.

Dla złotego tworzy to całkiem korzystny układ fundamentalny: gospodarka rośnie, a inflacja nie wymknęła się spod kontroli. Problemem pozostają jednak czynniki zewnętrzne. Polska importuje dużą część potrzebnych surowców energetycznych, dlatego droga ropa jest dla PLN raczej niekorzystna. Przy spokojniejszych rynkach złoty może więc zachowywać się mocno, ale podczas nagłego wzrostu awersji do ryzyka nadal jest traktowany jako waluta, z której zagraniczni inwestorzy stosunkowo szybko wychodzą.

Frank szwajcarski – CHF

Frank ponownie pokazał, że jego zachowanie nie zawsze odpowiada prostemu schematowi „strach na rynku oznacza mocnego franka”. Szwajcarska waluta pozostaje bardzo silna w dłuższym terminie, ale od tegorocznych maksimów zaczęła się wyraźnie cofać. Według Reutersa frank stracił około 4% wobec euro od marcowego szczytu oraz około 7% wobec dolara od najwyższych poziomów ze stycznia.

Powód jest niezwykle ciekawy. Po interwencji na jenie część inwestorów zaczęła rozważać wykorzystywanie franka jako nowej waluty finansującej transakcje typu carry trade. Stopy w Szwajcarii wynoszą około 0%, a sam frank charakteryzuje się stosunkowo niewielką zmiennością. Inwestor może więc pożyczyć tanią walutę i zainwestować pieniądze tam, gdzie oprocentowanie jest wyższe.

Szwajcarski Bank Narodowy prawdopodobnie nie będzie też specjalnie martwił się umiarkowanym osłabieniem franka, ponieważ jego nadmierna siła szkodzi eksporterom. Jednocześnie SNB nadal obserwuje zagrożenia inflacyjne. Członkini zarządu banku Petra Tschudin zwróciła uwagę nawet na możliwy krótkoterminowy wpływ boomu inwestycyjnego związanego ze sztuczną inteligencją na ceny.

Dolar kanadyjski – CAD

Kanadyjski dolar dostał w ostatnich dniach interesujące wsparcie zarówno ze strony danych makroekonomicznych, jak i rynku surowców. Inflacja w Kanadzie przyspieszyła w lipcu do 3,0% rok do roku, czyli znalazła się dokładnie przy górnej granicy przedziału kontrolnego Banku Kanady. Było to nieco więcej, niż oczekiwali ekonomiści.

Głównym powodem wzrostu inflacji była benzyna. Jej ceny były aż o 25,7% wyższe niż rok wcześniej, co dobrze pokazuje, jak mocno konflikt na Bliskim Wschodzie oddziałuje obecnie na gospodarki. Po publikacji danych CAD lekko się umocnił. Jednocześnie miary inflacji bazowej pozostały znacznie spokojniejsze, dlatego Bank Kanady nie musi automatycznie reagować podwyżką stóp.

Kanada jest jednak w nieco innej sytuacji niż Europa czy Polska, ponieważ jest dużym producentem ropy. Wyższe ceny surowca mogą więc wspierać kanadyjski eksport i przychody sektora energetycznego, a przez to również dolara kanadyjskiego. Dlatego podczas obecnego wzrostu cen ropy CAD ma naturalną przewagę nad walutami państw silnie uzależnionych od importu energii.

Dolar australijski – AUD

Australijski dolar miał wyjątkowo mieszane otoczenie. Z jednej strony członek władz Reserve Bank of Australia Andrew Hauser powiedział, że kolejne podwyżki stóp pozostają możliwe, jeżeli zagrożenia inflacyjne się nasilą. RBA wymienił wśród nich między innymi konflikt na Bliskim Wschodzie, boom inwestycyjny związany ze sztuczną inteligencją oraz słabą produktywność. Rynek wyceniał nawet około 60-procentową możliwość jeszcze jednej podwyżki do końca roku.

Dzień później pojawił się jednak mocny argument przeciwko szybkiemu zacieśnianiu polityki. Bezrobocie w Australii wzrosło w lipcu do 4,5%, najwyższego poziomu od prawie pięciu lat, a zatrudnienie niespodziewanie spadło o 15,8 tys. osób. Po publikacji AUD lekko się osłabił.

To bardzo dobry przykład problemu, z którym mierzą się obecnie banki centralne. Inflacja może wymagać wyższych stóp, ale jednocześnie rynek pracy zaczyna wyraźnie słabnąć. Podwyższenie kosztu kredytu może wtedy jeszcze mocniej zahamować gospodarkę. Dodatkowo Australia jest silnie powiązana z Chinami, dlatego słabsze dane z Państwa Środka również ograniczają potencjał AUD.

Chiński yuan – CNY

Yuan znalazł się pod presją przede wszystkim ze względu na rozczarowujące dane z chińskiej gospodarki. Produkcja przemysłowa wzrosła w lipcu o 4,5% rok do roku, wyraźnie wolniej niż miesiąc wcześniej, natomiast sprzedaż detaliczna zwiększyła się zaledwie o 0,6%. Szczególnie niepokojący był spadek inwestycji w środki trwałe o 6,7% w pierwszych siedmiu miesiącach roku.

Problem Chin polega na tym, że eksport nadal wygląda relatywnie dobrze, między innymi dzięki globalnym inwestycjom w infrastrukturę dla sztucznej inteligencji, ale konsumenci wewnątrz kraju pozostają ostrożni. Kryzys na rynku nieruchomości wciąż ogranicza ich skłonność do wydawania pieniędzy.

Yuan lekko osłabł po publikacji danych, mimo że w tym samym czasie dolar znajdował się pod presją.

Dla inwestora jest to ważny sygnał. Jeżeli dolar spada, a mimo tego CNY nie potrafi wyraźnie zyskiwać, oznacza to, że rynek ma konkretne obawy dotyczące samych Chin. Pekin nadal może sięgać po kolejne działania stymulujące gospodarkę, ale inwestorzy oczekują już czegoś więcej niż niewielkich, punktowych programów wsparcia.

Korona szwedzka – SEK

Korona szwedzka znalazła się w centrum zainteresowania w czwartek ze względu na decyzję Riksbanku. Bank centralny pozostawił główną stopę procentową na poziomie 1,75%, zgodnie z oczekiwaniami rynku. Znacznie ciekawsza była jednak dalsza część komunikatu: Riksbank nadal uważa, że podwyżka stóp jeszcze w 2026 roku jest możliwa.

Powodem jest niespodziewanie wysoka inflacja obserwowana latem. Bank chce się upewnić, czy był to chwilowy skok, czy początek trwalszego wzrostu cen. Jednocześnie szwedzka gospodarka nie znajduje się w sytuacji, która wymagałaby agresywnego zacieśniania polityki pieniężnej.

SEK jest ciekawa także z innego powodu. Szwecja jest znacznie mniej uzależniona od paliw kopalnych niż wiele innych gospodarek europejskich, dlatego wzrost światowych cen ropy nie uderza w nią w takim stopniu jak w część pozostałych państw. Rynek otrzymał więc dość korzystną kombinację: stosunkowo niewielką ekspozycję na szok energetyczny oraz bank centralny, który nie wyklucza wyższych stóp. To pomaga koronie zachowywać się stabilniej, choć SEK nadal pozostaje walutą mocno zależną od ogólnego apetytu inwestorów na ryzyko.

Peso meksykańskie – MXN

Meksykańskie peso znów pokazało, dlaczego od lat cieszy się dużym zainteresowaniem inwestorów wykorzystujących różnice stóp procentowych. Bank Meksyku na początku sierpnia pozostawił główną stopę na poziomie 6,5%, a opublikowane w ostatnich dniach informacje z tego posiedzenia wskazały, że bank może utrzymywać ją na tym poziomie przez dłuższy czas.

Dla MXN jest to ważne, ponieważ oprocentowanie meksykańskich aktywów pozostaje wysokie w porównaniu z większością dużych gospodarek rozwiniętych. Dopóki inwestorzy nie boją się gwałtownego załamania na rynkach, peso może przyciągać kapitał właśnie dzięki tej różnicy.

W ostatnich dniach dodatkowym wsparciem była słabość dolara. Trzeba jednak pamiętać, że peso jest walutą wyjątkowo wrażliwą na wydarzenia w USA. Meksykańska gospodarka jest bardzo silnie powiązana handlowo ze Stanami Zjednoczonymi. Jeżeli słabszy dolar jest wynikiem łagodniejszych oczekiwań wobec Fed, MXN może korzystać. Jeżeli jednak USD spada dlatego, że inwestorzy zaczynają poważnie obawiać się recesji w USA, sytuacja robi się znacznie mniej korzystna, ponieważ oznacza to potencjalnie słabszy popyt na meksykański eksport.

Real brazylijski – BRL

Brazylijski real pozostaje walutą wspieraną bardzo wysokimi stopami procentowymi, ale najnowsze dane pokazały wyraźne hamowanie gospodarki. Wskaźnik aktywności gospodarczej banku centralnego, traktowany jako przybliżenie PKB, wskazał wzrost zaledwie o 0,2% w drugim kwartale. W samym czerwcu aktywność spadła o 0,6% miesiąc do miesiąca.

Brazylijski bank centralny rozpoczął już wcześniej łagodzenie polityki, ale poziom stóp nadal jest niezwykle wysoki. Inflacja w lipcu wynosiła 4,44%, podczas gdy oficjalny cel to 3%. To oznacza, że bank nie może po prostu gwałtownie obniżyć oprocentowania, aby ratować wzrost.

Dla reala jest to sytuacja paradoksalnie dość korzystna w krótkim terminie. Wysokie oprocentowanie przyciąga inwestorów szukających dochodu z carry trade. W dłuższym terminie nadmiernie wysokie stopy mogą jednak coraz bardziej ciążyć konsumentom i firmom. Brazylia jest również dużym eksporterem surowców, dlatego okresy wzrostu cen części towarów mogą pomagać BRL. Waluta pozostaje jednak bardzo podatna na globalny apetyt na ryzyko i wszelkie obawy dotyczące brazylijskiej polityki fiskalnej.

Rand południowoafrykański – ZAR

Rand rozpoczął omawiane dni stosunkowo mocno, a później jego notowania uspokoiły się. Inwestorzy czekali przede wszystkim na dane inflacyjne oraz obserwowali sytuację w Stanach Zjednoczonych. W poniedziałek Reuters zwracał uwagę, że ZAR utrzymywał wcześniejsze umocnienie, natomiast w czwartek kurs pozostawał zasadniczo stabilny, gdy rynek próbował ocenić skutki działań amerykańskiego Departamentu Skarbu na rynku obligacji.

Rand należy do walut, które szczególnie dobrze pokazują zmiany globalnego apetytu na ryzyko. Kiedy inwestorzy wierzą w wzrost gospodarczy i szukają wyższych stóp zwrotu, ZAR może szybko się umacniać. Gdy pojawia się strach, odpływ kapitału potrafi być równie gwałtowny.

Pozytywnym lokalnym wydarzeniem było rozwiązanie dużego sporu dotyczącego zadłużenia Johannesburga wobec państwowego Eskomu. Miasto spłaciło 5,25 mld randów długu, dzięki czemu oddaliło ryzyko ograniczenia dostaw energii.

Problemy energetyczne i infrastrukturalne pozostają jednym z największych ograniczeń wzrostu RPA. Każda poprawa w tym obszarze może więc z czasem wspierać również postrzeganie randa przez zagranicznych inwestorów.

Rupia indyjska – INR

Rupia znalazła się w zupełnie innym położeniu niż waluty eksporterów ropy. Indie są wielkim importerem energii, dlatego wzrost cen surowca jest dla kraju bezpośrednim problemem. W omawianych dniach ropa podrożała o ponad 5%, co zwiększyło zapotrzebowanie importerów na dolary i wywarło presję na INR. Rupia straciła około 0,3% w skali omawianego okresu i zakończyła piątkową sesję w okolicy 95,69 za dolara.

Jeszcze ciekawsza była aktywność Reserve Bank of India. Bank centralny interweniował na rynku, próbując nie dopuścić do przełamania poziomu 96 rupii za dolara. Dzięki temu zmienność INR pozostała bardzo niska w porównaniu z innymi walutami azjatyckimi.

Indie mają przy tym potężną poduszkę w postaci rezerw walutowych przekraczających 700 mld dolarów oraz dużych napływów walutowych wygenerowanych przez wcześniejsze programy RBI.

Rupia pokazuje więc, jak bardzo ceny energii potrafią zmienić sytuację waluty. Nawet przy słabnącym dolarze INR miała trudności z umocnieniem, ponieważ koszt importowanej ropy działał w przeciwnym kierunku.

Won południowokoreański – KRW

Południowokoreański won zasługuje na uwagę przede wszystkim ze względu na bardzo nietypową sytuację na tamtejszym rynku finansowym. Koreańska giełda przeszła w ostatnich tygodniach potężne turbulencje. Indeks KOSPI spadł około 30% od szczytu z 19 czerwca, po wcześniejszej fali spekulacyjnego entuzjazmu i ogromnym zainteresowaniu inwestorów detalicznych produktami wykorzystującymi dźwignię finansową.

Tak duża zmienność giełdy normalnie byłaby silnym obciążeniem dla waluty. Jednocześnie won pozostaje jednak stosunkowo mocny, a Bank Korei może rozważać kolejną podwyżkę stóp ze względu na utrzymującą się presję inflacyjną.

To tworzy ciekawy konflikt dwóch sił. Z jednej strony wyższe stopy zwiększają atrakcyjność wona. Z drugiej strony problemy rynku akcji mogą skłaniać zagranicznych inwestorów do ograniczania ekspozycji na Koreę. Ważna jest również kondycja globalnego sektora technologicznego, ponieważ Korea jest jednym z największych światowych producentów półprzewodników. Jeśli inwestycje związane ze sztuczną inteligencją pozostaną silne, koreański eksport może nadal dostawać potężne wsparcie. Jeśli boom technologiczny zacznie wygasać, sytuacja KRW może szybko stać się trudniejsza.

Podsumowanie

Upływające dni przyniosły przede wszystkim zmianę sposobu, w jaki inwestorzy patrzą na dolara. USD nie był już automatycznym zwycięzcą wzrostu napięcia geopolitycznego. Słabsze dane z USA, malejące oczekiwania dotyczące dalszych podwyżek stóp Fed oraz – przede wszystkim – narastające obawy o amerykański dług i rynek obligacji wywołały wyraźną presję na amerykańską walutę.

Drugim najważniejszym motywem pozostaje ropa. Konflikt na Bliskim Wschodzie ponownie wypchnął jej ceny w górę. Dla Kanady czy części innych eksporterów surowców jest to potencjalne wsparcie. Dla Polski, Indii, większości Europy i wielu krajów Azji oznacza natomiast droższy import, możliwość ponownego wzrostu inflacji oraz trudniejsze decyzje banków centralnych.

Trzecia historia to powrót możliwości podwyżek stóp procentowych. Jeszcze niedawno świat zastanawiał się przede wszystkim, kiedy banki centralne zaczną mocniej obniżać stopy. Teraz EBC, Bank Anglii, Bank Japonii, RBA, Riksbank czy Bank Korei w różnym stopniu muszą ponownie brać pod uwagę scenariusz bardziej restrykcyjnej polityki. Przyczyna jest wspólna: energia pozostaje droga, a inflacja okazuje się znacznie trudniejsza do pokonania, niż jeszcze kilka miesięcy temu się wydawało.

Z punktu widzenia złotego sytuacja nie wygląda źle. Polska gospodarka wysyła przyzwoite sygnały, produkcja przemysłowa pozostaje mocna, a inflacja konsumencka wynosi około 3%. PLN nadal jednak pozostaje walutą rynku wschodzącego. Oznacza to, że podczas spokojnych sesji może korzystać z relatywnie mocnych fundamentów i słabego dolara, ale jeżeli ceny ropy gwałtownie wzrosną lub na światowych giełdach rozpocznie się większa ucieczka od ryzyka, złoty prawdopodobnie również odczuje presję.

Najbliższe dni mogą być szczególnie interesujące. Rynek będzie próbował odpowiedzieć na trzy podstawowe pytania: czy problemy amerykańskich obligacji będą się pogłębiać, czy ropa utrzyma ostatnie wzrosty oraz czy banki centralne rzeczywiście zaczną przygotowywać inwestorów na kolejne podwyżki stóp. Odpowiedź na te pytania może zdecydować o następnym większym ruchu dolara, euro, jena, złotego i całej grupy walut rynków wschodzących.

Jeśli potrzebujesz kupić lub sprzedać waluty zapraszamy do naszego kantoru w Bydgoszczy. Mamy aż 32 waluty w super cenach!

Kantor Cent Bydgoszcz ul. Dworcowa 39
róg ul. Dworcowej i Marcinkowskiego

Tel. 52 349 38 78

Tel. 52 551 31 94

Kom. 512 381 696


Data publikacji 22 sierpnia 2026