Ropa znów rozdaje karty, kiwi i funt w górę, złoty i forint pod presją
Kończący się tydzień przyniósł wyraźny podział rynku. Najlepiej radziły sobie waluty wspierane przez wysokie stopy procentowe, drożejącą ropę lub bardziej zdecydowane banki centralne. Zyskiwały przede wszystkim real brazylijski, dolar nowozelandzki, korona norweska i funt brytyjski. Po drugiej stronie znalazły się waluty Europy Środkowej, z polskim złotym na czele, a także rand południowoafrykański, frank szwajcarski i jen.
Największym wspólnym tematem pozostawała sytuacja na Bliskim Wschodzie. Wątpliwości dotyczące trwałości porozumienia między USA a Iranem spowodowały ponowny wzrost cen ropy i obaw o inflację. Jednocześnie inwestorzy próbowali odgadnąć, które banki centralne będą jeszcze podnosić stopy procentowe, a które zaczną je obniżać. To właśnie różnice w oczekiwanym poziomie stóp były jednym z najważniejszych czynników decydujących o zachowaniu walut.

Dolar amerykański – USD
Dolar zakończył tydzień bez jednoznacznego zwycięstwa. Wobec euro umocnił się o około 0,2%, ale szeroki koszyk amerykańskiej waluty pozostawał w pobliżu poziomu 100,9 punktu, czyli praktycznie tam, gdzie rozpoczynał tydzień. Inwestorzy otrzymali sprzeczne sygnały. Słabszy raport z amerykańskiego rynku pracy opublikowany pod koniec poprzedniego tygodnia zmniejszył przekonanie, że Rezerwa Federalna szybko podniesie stopy. Z drugiej strony ponowny wzrost cen ropy przypomniał, że inflacja nadal może być problemem.
Dolar korzystał również z chwilowych okresów niepokoju związanego z Iranem, ponieważ część inwestorów wciąż traktuje go jako bezpieczne miejsce dla kapitału. Nie był to jednak klasyczny tydzień gwałtownej ucieczki do dolara. Gdy ropa zaczęła tanieć, a napięcie nie przerodziło się w pełną eskalację, amerykańska waluta oddała część wcześniejszych zysków. Najbliższym ważnym testem będą dane o inflacji w USA, ponieważ pokażą, czy Fed rzeczywiście będzie miał podstawy do kolejnej podwyżki stóp.
Euro – EUR
Euro straciło w stosunku do dolara około 0,2%, ale przez większą część tygodnia poruszało się w dość wąskim zakresie. W piątek jedno euro kosztowało według kursu referencyjnego ECB około 1,143 dolara. Głównym problemem dla wspólnej waluty było połączenie słabego wzrostu gospodarczego z ryzykiem ponownego wzrostu inflacji. Dla banku centralnego jest to wyjątkowo niewygodna sytuacja: wyższe stopy mogą ograniczyć inflację, lecz jednocześnie jeszcze bardziej osłabić gospodarkę.
Opublikowany w tym tygodniu opis czerwcowego posiedzenia ECB pokazał, że bank zakłada utrzymywanie się inflacji powyżej celu nawet po uwzględnieniu kilku kolejnych podwyżek stóp. Isabel Schnabel ostrzegała natomiast, że gospodarcze skutki wojny z Iranem nie minęły, ponieważ ceny gazu, transportu, żywności i usług nadal pozostają pod presją. Euro było również wyraźnie słabsze od funta, który osiągnął wobec niego najwyższy poziom od około roku. W skrócie: ECB może nadal podnosić stopy, lecz rynek obawia się, że będzie to robił w momencie, gdy europejska gospodarka ma niewiele siły.
Funt brytyjski – GBP
Funt był jedną z najmocniejszych walut rozwiniętych gospodarek. Zyskał około 0,5% wobec dolara, osiągając w piątek okolice 1,345 dolara, czyli najwyższy poziom od prawie miesiąca. Jednocześnie znalazł się najwyżej wobec euro od około roku. Takie zachowanie funta wynikało przede wszystkim ze zmiany oczekiwań dotyczących stóp procentowych w Wielkiej Brytanii.
Główny ekonomista Banku Anglii Huw Pill powiedział, że stopy prawdopodobnie będą musiały wzrosnąć, aby powstrzymać inflację. Już podczas poprzedniego posiedzenia Pill i Megan Greene głosowali za podwyżką z obecnego poziomu 3,75%. Dla rynku oznacza to, że brytyjskie obligacje mogą przez dłuższy czas oferować atrakcyjne oprocentowanie, co zwiększa popyt na funta. Pomagały również lepsze od oczekiwań informacje dotyczące brytyjskiego wzrostu oraz uspokojenie sytuacji politycznej. Trzeba jednak pamiętać, że wysoka cena pieniądza uderza w kredytobiorców i firmy. Funt jest więc mocny dlatego, że rynek oczekuje wyższych stóp, ale te same stopy mogą później osłabić gospodarkę.
Jen japoński – JPY
Jen pozostawał jedną z najbardziej nerwowych walut tygodnia. W porównaniu z poprzednim piątkiem stracił około 0,4% wobec dolara, a kurs USD/JPY przesunął się z okolic 161,15 do około 161,87. To poziomy niewidziane od niemal czterech dekad. W piątek jen zdołał się jednak częściowo umocnić po informacji, że japońskie władze chcą zachęcać duże fundusze emerytalne do zwiększenia inwestycji w krajowe aktywa.
Podstawowym problemem jena pozostaje ogromna różnica między oprocentowaniem w Japonii i Stanach Zjednoczonych. Bank Japonii podniósł już stopę do 1%, czyli najwyżej od 31 lat, ale jest to wciąż znacznie mniej niż w USA. Inwestorzy nadal mogą więc tanio pożyczać jeny i przenosić środki do krajów oferujących wyższe stopy. Dodatkowo słaby jen podnosi ceny importu, energii i żywności w Japonii. Rosnące ceny hurtowe zwiększają szanse na kolejną podwyżkę stóp do końca roku, lecz bank centralny musi działać ostrożnie, aby nie zaszkodzić zadłużonej gospodarce.
Frank szwajcarski – CHF
Frank stracił około 0,5% wobec dolara, mimo że sytuacja geopolityczna powinna teoretycznie sprzyjać bezpiecznym walutom. Nie oznacza to, że frank przestał pełnić rolę ochronną. Bardziej prawdopodobne jest, że poziom strachu nie był wystarczająco wysoki, aby wywołać masową ucieczkę kapitału do Szwajcarii. Jednocześnie dolar oferuje znacznie wyższe oprocentowanie, co ograniczało atrakcyjność franka.
Szwajcarski Bank Narodowy utrzymuje stopę procentową na poziomie 0% i według ekonomistów może pozostawić ją tam przez resztę 2026 roku. Inflacja w Szwajcarii pozostaje bardzo niska, a mocna waluta dodatkowo obniża ceny importowanych produktów. Dla konsumentów jest to korzystne, lecz dla szwajcarskich eksporterów zbyt silny frank oznacza niższe przychody po przeliczeniu zagranicznej sprzedaży. Bank centralny sygnalizuje zatem gotowość do interwencji, gdyby frank zaczął rosnąć zbyt gwałtownie. W tym tygodniu rynek nie widział więc powodu, aby agresywnie kupować franka, szczególnie przy tak dużej przewadze oprocentowania dolara.
Dolar kanadyjski – CAD
Dolar kanadyjski zyskał około 0,3% wobec amerykańskiego odpowiednika. Pomogły mu zarówno dane gospodarcze, jak i wzrost cen ropy. Kanada jest dużym producentem energii, dlatego droższa ropa zazwyczaj poprawia dochody eksporterów i zwiększa napływ zagranicznych walut. W tym tygodniu dodatkowym wsparciem była informacja, że kanadyjska nadwyżka handlowa wzrosła do najwyższego poziomu od czterech lat.
Najbliższa decyzja Banku Kanady zaplanowana jest na 15 lipca. Ekonomiści oczekują pozostawienia stopy na poziomie 2,25%. Inflacja wzrosła wprawdzie w maju do 3,2%, ale bank traktuje to częściowo jako zjawisko przejściowe. Kanadyjska gospodarka wychodzi z łagodnej recesji, a poprawa eksportu ropy i rynku pracy zmniejsza potrzebę kolejnych obniżek. Jednocześnie trudno oczekiwać szybkich podwyżek, ponieważ wzrost gospodarczy nadal jest umiarkowany. Dolar kanadyjski pozostaje więc w dość wygodnej sytuacji: wspiera go energia i handel zagraniczny, a bank centralny nie spieszy się ani z luzowaniem, ani z zacieśnianiem polityki.
Dolar australijski – AUD
Dolar australijski umocnił się o około 0,2% wobec dolara amerykańskiego. Wynik nie był spektakularny, ale australijska waluta wykazała odporność pomimo niepewności na światowych rynkach. Najważniejszym powodem była wciąż dość twarda postawa Reserve Bank of Australia. Bank podnosił stopy już trzykrotnie w 2026 roku, doprowadzając je do 4,35%, i nie wyklucza kolejnych działań, jeżeli wyższe ceny energii zaczną przenosić się na pozostałe towary i usługi.
Przedstawicielka RBA Sarah Hunter powiedziała w tym tygodniu, że szok naftowy nie spowodował jeszcze wyraźnego osłabienia gospodarki. To ważne, ponieważ bank centralny może podnosić stopy łatwiej, gdy rynek pracy i konsumpcja nadal pozostają stosunkowo mocne. Australijski dolar jest także wrażliwy na sytuację w Chinach, największym odbiorcy australijskich surowców. Stabilny juan i poprawa zainteresowania chińskimi aktywami ograniczały ryzyko większej przeceny AUD. Jednocześnie każda nowa eskalacja na Bliskim Wschodzie może uderzyć w nastroje inwestorów i zaszkodzić walutom uznawanym za bardziej ryzykowne, do których należy dolar australijski.
Dolar nowozelandzki – NZD
Dolar nowozelandzki był jednym z głównych zwycięzców tygodnia, zyskując około 1,1% wobec dolara amerykańskiego. Bezpośrednim powodem była decyzja banku centralnego Nowej Zelandii o podniesieniu oficjalnej stopy procentowej o 0,25 punktu procentowego, do 2,5%. Była to decyzja oczekiwana przez część rynku, ale komunikat banku wskazał, że kolejne podwyżki pozostają możliwe.
RBNZ chce sprowadzić inflację do 2%, choć jednocześnie musi uważać na słaby rynek pracy. Bezrobocie znajduje się w pobliżu najwyższych poziomów od dekady, co oznacza, że zbyt mocne podwyżki mogłyby jeszcze bardziej ograniczyć konsumpcję i zatrudnienie. Dla waluty liczy się jednak przede wszystkim różnica oprocentowania. Gdy inwestorzy spodziewają się wyższych stóp, aktywa w danej walucie stają się bardziej atrakcyjne. To właśnie spowodowało wyraźny popyt na NZD. W kolejnych tygodniach rynek będzie sprawdzał, czy podwyżka była początkiem krótkiego cyklu, czy tylko pojedynczym zabezpieczeniem przed wzrostem cen energii i kosztów transportu.
Juan chiński – CNY
Juan zyskał około 0,1% wobec dolara, co na pierwszy rzut oka wygląda jak niewielka zmiana. W przypadku chińskiej waluty stabilność sama w sobie jest jednak ważnym wydarzeniem, ponieważ kurs jest w znacznym stopniu zarządzany przez bank centralny. Pekin nadal stara się utrzymywać juana w przewidywalnym przedziale, aby nie dopuścić ani do ucieczki kapitału, ani do nadmiernego umocnienia szkodzącego eksporterom.
W tym tygodniu Chiny przyciągały inwestorów jako rynek zachowujący się inaczej niż Stany Zjednoczone i Europa. Chińskie obligacje i akcje są mniej zależne od decyzji Fed oraz od światowego boomu na sztuczną inteligencję. Bank centralny zapowiedział utrzymywanie łagodnej polityki pieniężnej, wspieranie wzrostu cen i stabilizowanie waluty. Jednocześnie dane pokazały wzrost inflacji cen producentów do najwyższego poziomu od około czterech lat, przy nadal słabym popycie konsumentów. To trudne połączenie: fabryki płacą więcej za surowce, lecz nie zawsze mogą przerzucić koszty na klientów. Stabilny juan pomaga jednak utrzymać zaufanie zagranicznych inwestorów.
Złoty polski – PLN
Złoty był najsłabszą walutą w przygotowanym zestawieniu. Stracił około 1,6% wobec dolara oraz około 1,4% wobec euro. Referencyjny kurs EUR/PLN wzrósł z 4,2848 w poprzedni piątek do 4,3475 w piątek 10 lipca. Już w środę Reuters informował, że złoty znalazł się najniżej od około 19 miesięcy. Głównym powodem była nie tylko sytuacja w Polsce, lecz także ogólna ucieczka inwestorów od walut Europy Środkowej po ponownym wzroście napięcia na Bliskim Wschodzie.
Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła stopę referencyjną na poziomie 3,75%. Początkowo pomogło to złotemu nieco odrobić straty, ponieważ część uczestników rynku obawiała się obniżki. Późniejsze wypowiedzi członków RPP wskazały jednak, że cięcie o 0,25 punktu procentowego po wakacjach nadal jest możliwe, choć nie jest przesądzone. Dodatkowym problemem jest droższa ropa, która pogarsza bilans handlowy Polski i może podnosić inflację. Złoty znalazł się więc między oczekiwaniami na przyszłe obniżki stóp a rosnącymi kosztami importowanej energii.
Forint węgierski – HUF
Forint stracił około 1,1% wobec dolara i około 0,9% wobec euro. Podobnie jak złoty ucierpiał podczas środowej wyprzedaży walut Europy Środkowej, kiedy inwestorzy ograniczali bardziej ryzykowne pozycje. Sam wzrost ceny ropy również jest niekorzystny dla Węgier, które są importerem energii i mają gospodarkę wrażliwą na zmiany kosztów paliw.
Najważniejszym krajowym tematem był jednak budżet nowego rządu premiera Pétera Magyara. Po jego wyborczym zwycięstwie forint wcześniej zyskiwał dzięki oczekiwaniom poprawy stosunków z Unią Europejską, odblokowania funduszy i rozpoczęcia przygotowań do przyjęcia euro. Teraz rynek chce zobaczyć konkretne działania. Deficyt budżetowy może przekroczyć 7% produktu krajowego brutto, podczas gdy docelowo powinien spaść poniżej 3%. Oznacza to konieczność ograniczenia wydatków i części kosztownych programów. Jeżeli rząd przedstawi wiarygodny plan, forint może odzyskać zaufanie inwestorów. Jeżeli reformy okażą się zbyt łagodne, wysoki deficyt pozostanie źródłem presji na walutę i obligacje.
Korona norweska – NOK
Korona norweska zyskała około 0,9% wobec dolara, plasując się wśród najmocniejszych walut tygodnia. Pomógł jej wzrost cen ropy związany z ponownym napięciem między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Norwegia jest jednym z najważniejszych dostawców ropy i gazu do Europy, dlatego wyższe ceny energii poprawiają jej dochody eksportowe i zwiększają napływ pieniędzy do gospodarki.
Norweski rząd już wcześniej podniósł prognozę tegorocznych przychodów z ropy i gazu do ponad 720 miliardów koron. Dodatkowe środki trafiają w dużej części do państwowego funduszu majątkowego, a nie bezpośrednio do bieżącego budżetu, co ogranicza ryzyko przegrzania gospodarki. Jednocześnie bank centralny podniósł stopę do 4,25%, ponieważ droższa energia i wyższe płace mogą utrzymywać inflację. Korona korzysta więc jednocześnie z dwóch czynników: rosnących dochodów surowcowych i wysokiego oprocentowania. Zagrożeniem byłoby trwałe porozumienie pokojowe oraz gwałtowny spadek ropy, który ograniczyłby oba te źródła wsparcia.
Real brazylijski – BRL
Real brazylijski był najmocniejszą walutą zestawienia, zyskując około 1,5% wobec dolara. To interesujący wynik, ponieważ w połowie tygodnia waluty Ameryki Łacińskiej znalazły się pod presją po wzroście globalnej awersji do ryzyka. Real szybko jednak odrobił straty. Pomagało bardzo wysokie oprocentowanie w Brazylii oraz fakt, że kraj jest znaczącym producentem ropy, rud żelaza i produktów rolnych.
Bank centralny obniżył niedawno stopę o 0,25 punktu procentowego, ale nadal wynosi ona aż 14,25%. Tak wysoka rentowność przyciąga inwestorów wykorzystujących strategię polegającą na pożyczaniu pieniędzy w nisko oprocentowanych walutach i lokowaniu ich w walutach oferujących wyższy dochód. Nie oznacza to, że real jest pozbawiony ryzyka. Prognozy inflacji pozostają wyraźnie powyżej celu, a przedwyborcze wydatki rządu zwiększają obawy o finanse publiczne. W tym tygodniu przewagę miały jednak wysokie stopy i poprawa cen części surowców. Można więc powiedzieć, że real wygrał dochodem z oprocentowania, ale jego dalsza siła zależy od zachowania budżetu.
Peso meksykańskie – MXN
Peso straciło około 0,5% wobec dolara. Największa presja pojawiła się w środę, kiedy rosnące napięcie wokół Iranu pogorszyło nastawienie do walut rynków wschodzących. Meksyk wprawdzie produkuje ropę, ale jego gospodarka jest przede wszystkim silnie związana ze Stanami Zjednoczonymi. Dlatego peso reaguje nie tylko na ceny energii, lecz także na perspektywy amerykańskiego przemysłu, handlu i polityki celnej.
Opublikowane dane pokazały spadek inflacji do 3,37%, czyli najniższego poziomu od końca 2020 roku. To dobra informacja dla konsumentów, ale niekoniecznie dla waluty. Niższa inflacja zwiększa bowiem szansę, że Bank Meksyku w przyszłości zacznie obniżać stopy z obecnego poziomu 6,5%. Na razie inflacja bazowa nadal przekracza 4%, dlatego bank prawdopodobnie będzie ostrożny. Peso wspiera także nadzieja na poprawę gospodarki USA, lecz ryzykiem pozostaje przyszłość umowy handlowej USMCA. Rynek oczekuje więc raczej szerokiego przedziału wahań niż wyraźnego, długotrwałego trendu.
Rand południowoafrykański – ZAR
Rand stracił około 0,7% wobec dolara. We wtorek osłabiły go dane pokazujące spadek rezerw walutowych Republiki Południowej Afryki z 73,47 do 71,34 miliarda dolarów. W środę, po ponownym pogorszeniu sytuacji na Bliskim Wschodzie, rand znalazł się najniżej od tygodnia. Waluta RPA jest mocno uzależniona od globalnego apetytu na ryzyko, dlatego podczas niepewności inwestorzy często ograniczają pozycje w randzie niezależnie od krajowych danych.
W piątek waluta odrobiła część strat dzięki lekkiej przecenie dolara. Rand jest również wspierany przez stosunkowo wysoką stopę procentową, którą bank centralny podniósł w maju do 7%. Z drugiej strony droższa ropa jest dla RPA niekorzystna, ponieważ kraj importuje znaczną część paliw. Wyższe koszty energii mogą pogarszać bilans handlowy, zwiększać inflację i obciążać gospodarstwa domowe. Dlatego rand reaguje na wzrost ropy inaczej niż korona norweska czy dolar kanadyjski. W kolejnych tygodniach kluczowe będą ceny energii, przepływy zagranicznego kapitału i sytuacja krajowego budżetu.
Podsumowanie
Tydzień pokazał, że rynek walutowy ponownie bardziej interesuje się stopami procentowymi, ropą i bezpieczeństwem energetycznym niż samym tempem wzrostu gospodarczego. Najmocniejszy real brazylijski korzystał przede wszystkim z bardzo wysokiego oprocentowania. Dolar nowozelandzki dostał bezpośredni impuls po podwyżce stóp, a korona norweska skorzystała z droższej ropy i wysokich dochodów eksportowych. Funt umacniał się, ponieważ Bank Anglii coraz wyraźniej przygotowuje rynek na możliwość podwyżki.
Największym przegranym został złoty. Polska waluta ucierpiała zarówno na skutek odpływu kapitału z Europy Środkowej, jak i oczekiwań, że NBP po wakacjach może zacząć obniżać stopy. Pod podobną presją znalazł się forint, dodatkowo obciążony pytaniami o stan węgierskiego budżetu. Jen nadal pozostaje bardzo słaby z powodu różnicy oprocentowania między Japonią a USA.
W następnym tygodniu rynek będzie obserwował przede wszystkim amerykańską inflację, decyzję Banku Kanady oraz dalsze doniesienia z Bliskiego Wschodu. Każda większa zmiana cen ropy może ponownie podzielić waluty na wygranych eksporterów energii i przegranych importerów.
—
Jeśli potrzebujesz kupić lub sprzedać waluty zapraszamy do naszego kantoru w Bydgoszczy. Mamy aż 32 waluty w super cenach!
Kantor Cent Bydgoszcz ul. Dworcowa 39
róg ul. Dworcowej i Marcinkowskiego
Tel. 52 349 38 78
Tel. 52 551 31 94
Kom. 512 381 696
Data publikacji 10 lipca 2026






























