Dolar znów rozdaje karty
Ten tydzień na rynku walut był przede wszystkim tygodniem powrotu dolara. Nie chodziło o jeden wielki wystrzał, ale o stopniowe przypomnienie inwestorom, że USA nadal mają wysoką inflację, mocny popyt konsumencki i bank centralny, który nie może zbyt szybko ogłosić zwycięstwa. To wystarczyło, żeby dolar miał przewagę nad euro, funtem, walutami Antypodów i częścią walut rynków wschodzących.
Drugim ważnym tematem był jen. Japonia znów znalazła się blisko punktu, w którym rynek zaczyna pytać: „czy władze wejdą do gry?”. Bardzo słaby jen wobec dolara to skutek dużej różnicy stóp procentowych między Japonią a USA. Sam fakt, że inwestorzy zaczęli mówić o poziomach niewidzianych od lat 80., pokazuje, jak poważna jest sytuacja.
Trzecim tematem była ropa. Gwałtowny spadek cen ropy pomógł trochę nastrojom inflacyjnym, ale uderzył w waluty surowcowe, szczególnie koronę norweską. Tańsza ropa to dla konsumentów potencjalnie dobra wiadomość, ale dla krajów eksportujących energię oznacza słabszą walutową narrację.
Złoty na tym tle zachował się spokojnie. Lekko osłabił się wobec euro, ale nie było widać ucieczki od polskiej waluty. Polska pozostała raczej obserwatorem globalnych ruchów niż ich źródłem. Dla PLN najważniejsze będą teraz: dalsze dane inflacyjne, komunikaty NBP, siła dolara oraz ogólny apetyt inwestorów na ryzyko.

USD – dolar amerykański
Dolar był w tym tygodniu jedną z najważniejszych walut, bo znów przypomniał rynkom, że Stany Zjednoczone nadal mają gospodarkę odporną na wysokie stopy procentowe. Kurs EUR/USD spadł z okolic 1,1456 w poniedziałek do 1,1401 w piątek, co oznacza, że dolar lekko zyskał wobec euro. Najważniejszym impulsem były dane o inflacji PCE w USA. To wskaźnik bardzo uważnie obserwowany przez Rezerwę Federalną. Ceny PCE wzrosły w maju o 4,1% rok do roku, a inflacja bazowa o 3,4%, czyli wciąż wyraźnie za szybko jak na komfort Fedu. Do tego wydatki konsumentów wzrosły o 0,7%, więc rynek zobaczył obraz gospodarki, która nie chłodzi się tak szybko, jak część inwestorów oczekiwała. To podtrzymało oczekiwania, że Fed może jeszcze długo trzymać twarde nastawienie, a taka narracja zwykle wspiera dolara.
EUR – euro
Euro było pod presją, choć nie był to tydzień panicznej wyprzedaży. W praktyce problem euro polegał na tym, że inwestorzy porównywali Europejski Bank Centralny z Fedem i widzieli większą determinację po stronie USA. Europejska waluta spadła w tygodniu poniżej 1,14 dolara, a według części komentarzy rynkowych znalazła się przy najniższych poziomach od ponad roku. Powód był prosty: jeśli w USA inflacja wciąż jest mocna, a Fed może być zmuszony do dalszej ostrożności, dolar dostaje wsparcie. W strefie euro sytuacja wyglądała łagodniej. Christine Lagarde podkreślała, że szok inflacyjny jest duży, ale nie widać jeszcze wystarczających dowodów na trwałe rozkręcenie oczekiwań inflacyjnych i efektów drugiej rundy. Spadek cen ropy dodatkowo zmniejszył presję na EBC, bo tańsza ropa oznacza mniejsze ryzyko kolejnej fali inflacji.
JPY – jen japoński
Jen znów znalazł się w centrum uwagi, bo rynek zbliżył się do poziomów, przy których w Japonii zwykle robi się nerwowo. Dolar kosztował około 161,6 jena, a wcześniej jen osłabił się do okolic 161,95 za dolara. To było bardzo blisko poziomu, którego przebicie oznaczałoby najsłabszego jena od 1986 r. Dla zwykłego odbiorcy najważniejsze jest to, że słaby jen nie wynika tylko z jednego złego dnia. To efekt różnicy między wysokimi stopami w USA a bardzo ostrożną polityką Japonii. Inwestorzy wolą trzymać waluty z wyższym oprocentowaniem, więc jen od dawna jest pod presją. Co ciekawe, wobec euro jen w tym tygodniu wyglądał trochę lepiej: EUR/JPY spadł z 185,33 w poniedziałek do 184,30 w piątek. Mimo to główna narracja pozostała ta sama: rynek patrzy, czy Japonia będzie bronić jena interwencją.
GBP – funt brytyjski
Funt miał tydzień niejednoznaczny. W relacji do euro wyglądał przyzwoicie, bo był na drodze do najlepszego tygodnia wobec wspólnej waluty od połowy maja. Euro kosztowało około 86,26 pensa, a funt zyskiwał wobec euro mniej więcej 0,5% w skali tygodnia. Jednocześnie wobec dolara sytuacja była słabsza: funt był w okolicach 1,322 dolara i zmierzał do drugiego z rzędu tygodniowego spadku wobec USD. Brytyjskiej walucie przeszkadzało połączenie polityki i oczekiwań wobec Banku Anglii. Rynek trawił informacje o zmianach politycznych w Wielkiej Brytanii, a jednocześnie część analityków obniżała oczekiwania dotyczące dalszych podwyżek stóp, bo inflacja w Wielkiej Brytanii spadła do 2,8% w maju. Wniosek jest prosty: funt zyskał tam, gdzie euro było słabe, ale przegrał z mocniejszym dolarem.
CHF – frank szwajcarski
Frank szwajcarski zachowywał się jak typowa waluta bezpieczeństwa. EUR/CHF spadł z 0,9257 w poniedziałek do 0,9218 w piątek, czyli frank lekko umocnił się wobec euro. To nie był gwałtowny ruch, ale dość czytelny: kiedy na rynku pojawia się mieszanka obaw o inflację, politykę banków centralnych, ropę i słabszy apetyt na ryzyko, część kapitału ucieka do franka. Szwajcaria ma dodatkowo ważny atut: inflacja jest tam niska. W maju wynosiła około 0,6%, czyli pozostawała w celu Szwajcarskiego Banku Narodowego. To daje SNB więcej spokoju niż bankom centralnym w wielu innych krajach. Mocny frank działa też jak tarcza, bo obniża koszt importu, w tym energii. Dla kredytobiorców frankowych w Polsce najważniejsze jest to, że frank nadal pozostaje walutą mocną strukturalnie, nawet jeśli tygodniowe ruchy bywają niewielkie.
PLN – złoty polski
Złoty był spokojniejszy niż wiele walut surowcowych, ale lekko stracił wobec euro. EUR/PLN wzrósł z 4,2680 w poniedziałek do 4,2868 w piątek. To oznacza osłabienie złotego o około 0,4% wobec euro, czyli ruch zauważalny, ale bez paniki. W tle była ostrożna postawa Narodowego Banku Polskiego. Stopa referencyjna pozostała na poziomie 3,75%, a rynek odbiera NBP jako bank, który nie chce zbyt szybko luzować polityki, jeśli inflacja mogłaby znów przyspieszyć. Dla złotego ważne było też to, że Polska nie była w centrum negatywnych wydarzeń. Nie mieliśmy lokalnego szoku politycznego ani gospodarczego, który mocno uderzyłby w PLN. Słabszy złoty był raczej skutkiem globalnego umocnienia dolara i lekkiego pogorszenia nastrojów niż dużej zmiany w ocenie Polski.
NOK – korona norweska
Korona norweska była jedną z bardziej poszkodowanych walut tygodnia. EUR/NOK wzrósł z 11,0740 w poniedziałek do 11,3035 w piątek, co oznacza osłabienie korony o około 2% wobec euro. To dużo jak na rynek walutowy. Główny powód był dość prosty: Norwegia jest mocno kojarzona z ropą i gazem, a ceny ropy wyraźnie spadły. Reuters podawał, że ropa w piątek traciła ponad 4%, a w skali tygodnia spadek zbliżał się do 10%. Dla korony to nie jest dobra wiadomość, bo niższa ropa oznacza słabsze oczekiwania wobec dochodów eksportowych Norwegii. Jednocześnie Norges Bank utrzymał stopę na poziomie 4,25%, ale zaznaczył, że inflacja jest nadal zbyt wysoka i możliwa jest podwyżka. To trochę pomaga koronie, ale w tym tygodniu rynek patrzył głównie na ropę.
SEK – korona szwedzka
Korona szwedzka również straciła, choć mniej niż norweska. EUR/SEK wzrósł z 10,9980 do 11,0775, czyli szwedzka waluta osłabiła się o około 0,7% wobec euro. W Szwecji ważnym wydarzeniem była decyzja Riksbanku, który utrzymał stopę procentową na poziomie 1,75%. To samo w sobie nie było niespodzianką, ale rynek patrzył na komunikat: czy bank centralny będzie sygnalizował podwyżki w kolejnych miesiącach. Szwedzka gospodarka ma trochę inny problem niż kraje zależne od ropy. Z jednej strony wzrost cen energii może podbić inflację, ale z drugiej strony Szwecja jest w pewnym stopniu chroniona przez strukturę energetyczną, mocniejszą walutę w poprzednich okresach i działania podatkowe. W tym tygodniu SEK przegrał głównie przez ostrożność inwestorów i ogólną przewagę dolara.
CAD – dolar kanadyjski
Dolar kanadyjski zachował się dość solidnie wobec euro: EUR/CAD spadł z 1,6223 do 1,6169, czyli CAD lekko zyskał. Nie był to jednak łatwy tydzień dla tej waluty, bo Kanada jest krajem surowcowym, a spadek cen ropy zwykle działa na CAD negatywnie. Pomagało natomiast to, że kanadyjska gospodarka pozostaje blisko powiązana z USA, a mocny dolar amerykański i odporność amerykańskiego popytu wspierają część nastrojów wokół Ameryki Północnej. Z drugiej strony Bank Kanady ma własny problem: inflacja w maju wyniosła 3,2%, czyli wyszła powyżej pasma celu po raz pierwszy od ponad dwóch lat. W tle pojawiły się też słabsze dane o handlu hurtowym. W skrócie: CAD skorzystał wobec euro, ale nie był to czysty sygnał siły, raczej mieszanka ropy, inflacji i relacji z USA.
AUD – dolar australijski
Dolar australijski był jedną ze słabszych walut z grupy rozwiniętej. EUR/AUD wzrósł z 1,6346 w poniedziałek do 1,6518 w piątek, więc AUD stracił wobec euro około 1%. To pokazuje, że inwestorzy nie mieli dużej ochoty na waluty bardziej ryzykowne i surowcowe. Australia jest mocno powiązana z popytem z Chin, cenami surowców oraz globalnym apetytem na ryzyko. Kiedy dolar amerykański jest mocny, a na światowych giełdach pojawia się nerwowość, AUD często słabnie. Oficjalne dane RBA pokazywały w piątek AUD/USD na poziomie 0,6894, czyli daleko od poziomów, które sugerowałyby silny rajd australijskiej waluty. Spadek ropy i słabsze nastroje na globalnych rynkach akcji nie pomagały. Dla laika można to ująć tak: AUD działa trochę jak termometr światowego optymizmu, a w tym tygodniu ten termometr nie pokazywał upału.
NZD – dolar nowozelandzki
Dolar nowozelandzki zachował się podobnie do australijskiego, choć jego historia jest jeszcze bardziej „rynkowa” niż polityczna. EUR/NZD wzrósł z 1,9991 do 2,0181, co oznacza osłabienie NZD o prawie 1% wobec euro. Nowa Zelandia jest małą, otwartą gospodarką, dlatego jej waluta mocno reaguje na globalny apetyt na ryzyko, Chiny, ceny żywności i oczekiwania wobec stóp procentowych. W tygodniu, w którym inwestorzy kupowali dolara i ostrożniej podchodzili do ryzykownych aktywów, NZD miał pod górę. Bank Rezerwy Nowej Zelandii regularnie publikuje dane o kursie NZD i indeksie ważonym handlem, bo dla takiej gospodarki kurs waluty ma duże znaczenie dla eksportu i importu. W praktyce ten tydzień nie był o wielkim lokalnym wydarzeniu w Nowej Zelandii, tylko o tym, że małe waluty procykliczne zwykle cierpią, gdy dolar wraca do siły.
MXN – peso meksykańskie
Peso meksykańskie lekko straciło wobec euro. EUR/MXN wzrósł z 19,8545 do 19,9695, czyli peso osłabiło się o około 0,6%. To ciekawa waluta, bo z jednej strony Meksyk wciąż oferuje dość wysokie stopy procentowe, co przyciąga inwestorów szukających wyższego oprocentowania. Z drugiej strony, kiedy dolar robi się mocny, a rynek staje się ostrożniejszy, waluty rynków wschodzących często oddają część wcześniejszych zysków. Bank Meksyku utrzymał w tym tygodniu główną stopę na poziomie 6,5%, po wcześniejszym cyklu luzowania. Inflacja główna spadła do 3,55%, ale inflacja bazowa pozostawała wyżej, około 4,12%. To oznacza, że bank centralny nie może jeszcze ogłosić pełnego zwycięstwa nad inflacją. Peso nie załamało się, ale przestało błyszczeć tak mocno jak w okresach spokojniejszego rynku.
BRL – real brazylijski
Real brazylijski był stabilny wobec euro. EUR/BRL wynosił 5,9020 w poniedziałek i 5,9010 w piątek, więc zmiana była symboliczna. To samo w sobie jest interesujące, bo Brazylia miała sporo ważnych informacji gospodarczych. Bank centralny obniżył stopę Selic o 25 punktów bazowych do 14,25%, czyli nadal mówimy o bardzo wysokim oprocentowaniu w porównaniu z Europą czy USA. Tak wysokie stopy pomagają realowi, bo inwestorzy lubią waluty, które dają wysoki dochód od odsetek. Z drugiej strony obniżki stóp osłabiają ten argument w przyszłości. Brazylia pokazała też mniejszy od oczekiwań deficyt na rachunku obrotów bieżących, co było pozytywne dla waluty. Problemem pozostaje inflacja: bank centralny podniósł prognozy inflacyjne na najbliższe lata, wskazując na silniejsze ceny, gorętszą gospodarkę i wcześniejszy wzrost cen ropy.
ZAR – rand południowoafrykański
Rand zachował się lepiej, niż można było oczekiwać po globalnym tle. EUR/ZAR spadł z 18,8014 do 18,7666, więc rand lekko zyskał wobec euro. Reuters zwracał uwagę, że południowoafrykańska waluta była stabilna mimo mocniejszego dolara i słabszego apetytu na ryzyko. To dość ważne, bo ZAR zwykle jest wrażliwy na nastroje globalne, ceny surowców i ocenę rynków wschodzących. W tle pojawił się jednak problem inflacyjny: inflacja producencka w RPA przyspieszyła w maju do 7,8% rok do roku, głównie przez paliwa. Wcześniej bank centralny RPA podniósł stopę procentową do 7%, co daje randowi pewne wsparcie, bo wyższe stopy zwiększają atrakcyjność waluty. Tydzień dla ZAR można więc opisać jako spokojny, ale z ukrytym ostrzeżeniem: inflacja kosztowa może wrócić jako problem.
TRY – lira turecka
Lira turecka na tle euro wyglądała w tym tygodniu zaskakująco stabilnie: EUR/TRY spadł z 53,2274 do 53,1573. To oznacza minimalne umocnienie liry wobec euro, ale nie należy tego mylić z trwałym uzdrowieniem sytuacji. Turcja nadal ma bardzo wysoką inflację. Najnowsze dane pokazywały inflację roczną na poziomie 32,6%, a bank centralny utrzymał główną stopę procentową na 37%. To są liczby zupełnie z innej ligi niż w Polsce, strefie euro czy USA. W przypadku liry inwestorzy patrzą nie tylko na jeden tydzień, ale na wiarygodność całej polityki pieniężnej. Wysokie stopy mają bronić waluty i studzić inflację, ale ryzyka są duże: energia, geopolityka, oczekiwania inflacyjne i zaufanie do banku centralnego. Dlatego lira mogła wyglądać stabilnie w tym tygodniu, ale pozostaje walutą podwyższonego ryzyka.
—
Jeśli potrzebujesz kupić lub sprzedać waluty zapraszamy do naszego kantoru w Bydgoszczy. Mamy aż 32 waluty w super cenach!
Kantor Cent Bydgoszcz ul. Dworcowa 39
róg ul. Dworcowej i Marcinkowskiego
Tel. 52 349 38 78
Tel. 52 551 31 94
Kom. 512 381 696
Data publikacji 26 czerwca 2026






























